W Pobliżu Wąskiej Bramy

Wrzesień 11, 2009 - autor: purytanin

W tej książce pastor Charles Spurgeon daje bardzo głęboką i potrzebną prezentację ewangelii Jezusa Chrystusa. Czytelnicy powinni medytować nad każdym rozdziałem i zbadać się czy są w wierze.

Trudność W Sposobie Uwierzenia

Grudzień 11, 2009 - autor: purytanin

Może się zdarzyć, że czytelnik czuje trudność w uwierzeniu. Niech przemyśli następujące: my nie możemy uwierzyć przez natychmiastowy akt. Stan umysłu, który opisujemy jako wierzący jest rezultatem, następującym po pewnych innych stanach umysłu. Przychodzimy do wiary stopniowo. Może zaistnieć coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia; ale zwykle dochodzimy do wiary stopniowo: stajemy się zainteresowani, rozważamy, słyszymy dowód, jesteśmy przekonani, i poprowadzeni do uwierzenia. Jeśli zatem, chciałbym uwierzyć, ale z jakiegoś powodu zauważam, że nie mogę osiągnąć wiary, to co mam zrobić? Czy powinienem stać jak jakaś krowa gapiąca się w nową bramę; czy też powinienem, jak istota myśląca, użyć odpowiednich środków? Chciałbym we wszystko uwierzyć, co mam zrobić? Odpowiemy na to pytanie zgodnie z zasadami zdrowego rozsądku.

Jeśli powiedziano by mi, że Sułtan Zanibaru jest dobrym człowiekiem, a tak się stało, że było to dla mnie istotne, to myślę, że nie powinienem mieć żadnych trudności aby w to uwierzyć. Ale jeśli z jakiegoś powodu miałbym co do tego wątpliwości, lecz chciałbym uwierzyć tej nowinie, to jak powinienem postąpić? Czy nie powinienem zdobyć wszelkie informacje o jego majestacie i spróbować przez studiowanie gazet i innych dokumentów dotrzeć do prawdy? Jeszcze lepiej jeśli okazałoby się, że jest on w tym kraju i zobaczyłby mnie i mógłbym również rozmawiać z członkami jego dworu i mieszkańcami jego państwa. Bardzo by mi to pomogło aby podjąć decyzję używając tych źródeł informacji.

Zważenie dowodu i zdobyta wiedza prowadzi do wiary. Prawdą jest to, że wiara w Jezusa jest darem Boga; ale również zazwyczaj nadaje On ją w zgodzie z prawami umysłu, a zatem jest nam powiedziane, że wiara przychodzi ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Boże [Rzym. 10:17]. Jeśli chcesz uwierzyć w Jezusa, słuchaj o Nim, myśl o Nim, poznawaj Go, a znajdziesz wiarę tryskającą z twojego serca, jak kiełek pszenicy, który przychodzi poprzez mieszankę ciepła oddziałującego na ziarno, które zostało zasiane. Jeśli chciałbym mieć wiarę w pewnego lekarza, to powinienem poprosić go o świadectwa jego zabiegów, powinienem chcieć widzieć jego dyplomy, które certyfikowałby jego wiedzę zawodową, i powinienem również chcieć usłyszeć co ma on do powiedzenia na temat pewnych skomplikowanych przypadków. Czyli powinienem zasięgnąć źródeł wiedzy [o danym lekarzu - [przyp. tłum] żebym mógł uwierzyć.

Nie ważne będzie dla ciebie słuchanie o Jezusie. Setki dusz przychodzą do wiary w Jezusa w posłudze przedstawia się Go jasno i stale. Niewielu pozostaje w niewierze z tych, którzy słuchają kaznodziei, którego wielkim tematem jest Chrystus ukrzyżowany. Nie słuchaj kaznodziei jakiegokolwiek innego rodzaju. A są tacy. Usłyszałem o jednym, który znalazł na swojej Biblii leżącej na pulpicie kartkę, na której pisało: “Proszę pana, wolelibyśmy widzieć Jezusa”. Idź do miejsca uwielbiania by widzieć Jezusa; a jeśli nie możesz usłyszeć nawet wzmianki o Jego imeniu; to przenieś się w inne miejsce, w którym myśli się o Nim więcej, a zatem bardziej prawdopodobne, że jest tam obecny.

Niech ważne dla ciebie będzie czytanie o Panu Jezusie. Księgi Pisma są liliami pośród których On karmi. Biblia jest oknem poprzez które możemy patrzeć i widzieć naszego Pana. Czytaj ciągle historię Jego cierpień i śmierci z pełną poświęcania uwagą aż Pan spowoduje, że wiara sekretnie wejdzie do twojej duszy. Krzyż Chrystusa nie tylko nagradza wiarę, ale płodzi wiarę. Wielu wierzących może powiedzieć:

Kiedy widziałem Cię, zranionego, zasmuconego,
Nie oddychającego na tym przeklętym drzewie,
Wkrótce poczułem moje serce wierzącym
Ty cierpiałeś to za mnie.

Jeśli słuchanie i czytanie nie wystarcza, to celowo nastaw swój umysł na pracowanie by naprawić ten problem aż przyniesie do skutek. Albo uwierz, albo poznaj powód, dla którego nie możesz uwierzyć. Przejrzyj tę kwestię najlepiej jak tylko możesz i proś Boga by pomógł ci uczynić dogłębne zbadanie i przyjdź do szczerej decyzji w jeden sposób lub w drugi. Rozważ kim był Jezus oraz czy Jego Osoba nie uwiarygadnia Go. Rozważ co On uczynił oraz czy nie jest dobra podstawa do zaufania Mu.

Rozważaj Go jako umierającego, powstającego z martwych, wstępującego do nieba i zawsze żyjącego by pośredniczyć za grzesznych chrześcijan; i zobacz czy to nie uwiarygadnia Go jako godnego zaufania. Następnie wołaj do Niego i zobacz czy cię nie słyszy. Kiedy Usher chciał się dowiedzieć czy Rutherford rzeczywiście był świętym człowiekiem, jak o nim mówiono, przyszedł do jego domu jako żebrak, otrzymał od niego miejsce do spania i będąc tam słyszał jak człowiek ten przelewał swoje serce przed Panem w nocy. Jeśli chcesz poznać Jezusa, przyjdź do Niego tak blisko jak możesz przez badanie Jego charakteru i lgnięcie do Jego miłości.

Kiedyś mogłem potrzebować dowodu abym mógł uwierzyć w Pana Jezusa; ale teraz znam Go tak dobrze, przez wypróbowanie Go, że potrzebowałbym jakiegoś ogromnego dowodu abym mógł zacząć Mu wątpić. Jest teraz dla mnie bardziej naturalne by Mu ufać niż nie wierzyć: jest to tryumfująca nowa natura; nie było tak na początku. Nowością wiary jest to, że z początku jest ona źródłem słabości; ale krok po kroku, ufanie przemienia wiarę w zwyczaj. Doświadczenie dodaje do wiary silne utwierdzenie.

Nie jestem zakłopotany wątpliwościami, ponieważ prawda, której wierzę działała we mnie cuda. Przez jej środki otrzymałem i nadal posiadam nowe życie, dla którego niegdyś byłem obcym: i jest to potwierdzenie najdziwniejszego rozdziału. Jestem jak ten dobry człowiek i jego żona, którzy mieszkali w latarni morskiej przez lata. Pewien gość, który przyszedł by zobaczyć latarnię morską, patrząc z okna na bezgraniczne wody, zapytał się dobrej kobiety: „Czy nie obawiasz się, kiedy podczas sztormu wielkie fale uderzają w tą laternę? Czy nie obawiasz się, że latarnia morska i wszystko co w niej się znajduje zostanie poniesione przez fale? Jestem pewien, że ja bym się bał ufać sobie będąc w wąskiej wieży pośród wielkiego kłębowiska fal”.

Kobieta opowiedziała, że ta idea nigdy u niej nie wystąpiła. On żyła tam tak długo, że czuła się tak bezpiecznie, jak nigdy kiedy żyła w głębi lądu. A gdy jej mąż został zapytany czy nie niepokoi się kiedy wiatr powoduje huragan, odpowiedział: „Tak, niepokoję się żeby dobrze przygotować lampy, aby żadne naczynie nie pękło”. Co do niepokoju o bezpieczeństwo latarni morskiej, oraz swojego własnego, miał on już to za sobą. Tak samo jest z każdym dojrzałym wierzącym.

Mógł on pokornie odpowiedzieć: Wiem komu uwierzyłem i jestem przekonany, że jest On w stanie dotrzymać to co powierzyłem Mu do tego dnia [2 Tytusa 1:12]. Niech od teraz nikt nie niepokoi mnie swoimi wątpliwościami i pytaniami: noszę w mojej duszy dowody prawdy i mocy Ducha i nie chcę żeby ktoś z was rozumował przebiegle. Ewangelia jest dla mnie prawdą: mógłbym śmiało zginąć jeśli nie byłoby to prawdą. Ryzykuję wieczny los mojej duszy na prawdzie ewangelii i wiem, że nie ma w tym żadnego ryzyka. Moją jedyną troską jest trzymać płonące świece bym mógł przez to być błogosławieństwem dla innych. Niech mi Pan da tylko wystarczająco oliwy by wystarczyło dla mojej lampy, tak bym mógł dawać promień nad ciemnym i zdradzieckim morzem życia, a będę całkiem zadowolony.

Teraz, zakłopotany poszukiwaczu, jeśli tak się stało, że twój pastor, i wielu innych, którym dowierzasz, znaleźli doskonały pokój i odpocznienie w ewangelii, to dlaczego ty nie miałbyś tego znaleźć? Czy problem leży w Duchu Pana? Czy Jego słowa nie czynią dobra dla tych, którzy chodzą w prawości? Czy nie spróbujesz samemu otrzymać cnoty posiadanej przez nich?

Najprawdziwsza jest ewangelia, bo Bóg jest jej Autorem. Wierz w nią. Zbawiciel jest w stanie dokonać wszystkiego, bo jest On Synem Bożym. Zaufaj Mu. Najpotężniejsza jest Jego drogocenna krew. Patrz na nią po przebaczenie. Najbardziej miłujące jest Jego łaskawe serce. Biegnij do niego od razu.

Zatem wzywałbym czytelnika do poszukiwania wiary; ale jeśli nie ma do tego chęci, cóż więcej mogę uczynić? Przyprowadziłem konia do wodopoju, ale nie mogę zmusić go by pił. To jednakże – pamiętaj o tym – niewiara jest celowa kiedy osoba dostała dowód, ale odmawia ostrożnie go przeegzaminować. Ten, który nie pragnie poznać i zaakceptować tę prawdy, niech sam sobie podziękuje kiedy umrze z kłamstwem w prawej dłoni. Prawdą jest, że ten kto wierzy i jest ochrzczony będzie zbawiony: jest równie prawdziwe to, że ten, który nie wierzy będzie potępiony [Marka 16:16].

Obawianie się Uwierzenia

Grudzień 11, 2009 - autor: purytanin

Jest to dziwaczny produkt naszej niezdrowej natury – obawianie się by uwierzyć. Ale spotkałem się z tym często: tak często, że życzyłbym sobie już więcej tego nie widzieć. Wygląda to jak pokora i próbuje uchodzić za samą duszę skromności, lecz jest to niesłychanie pyszna rzecz: w rzeczywistości jest to zarozumiałość odgrywająca hipokrytę. Jeśli ludzie baliby się niewierzenia, to byłoby to całkiem sensowne; ale obawianie się zaufania swojemu Bogu jest w najlepszym wypadku absurdem, a w rzeczy samej jest to zwodnicza droga odmawiania honoru Panu, któremu jest to należne ze względu na Jego wierność i prawdę.

Jakże bezużyteczna jest pracowitość, która trudzi się w wynajdywaniu powodów o tym dlaczego wiara w naszym przypadku nie zbawiłaby nas! Mamy słowo Boga na dowód na to, że ktokolwiek wierzy w Jezusa, nie zginie, a my szukamy argumentów dlaczego powinniśmy zginąć jeśli byśmy uwierzyli. Jeśli ktoś dałby mi jakąś nieruchomość, to z pewnością nie powinienem zaczynać wnoszenia pytań dlaczego mi to daje. Jaki byłby cel wynajdywania powodów, dla których nie powinienem zatrzymać swojego własnego domu, czy posiadać jakiejkolwiek części posiadłości, którą używam? Jeśli Pan jest usatysfakcjonowany tym by mnie zbawił poprzez zasługi Swojego drogocennego Syna, to z pewnością mogę być usatysfakcjonowany by być w ten sposób zbawiony. Jeśli biorę Boga za Jego Słowo, to odpowiedzialność wypełnienia Jego obietnicy nie leży na mnie, ale na Bogu, który uczynił tę obietnicę.

Ale obawiasz się, że możesz nie być jednym z tych, dla których dana była ta obietnica. Nie niepokój się tym próżnym podejrzeniem. Żadna dusza nigdy nie przyszła do Jezusa niewłaściwie. Nikt nie może do Niego przyjść jeżeli Jezus go nie przyprowadza [Jana 6:37]. Żadna dusza nigdy nie może pochwycić Chrystusa w sposób złodziejski; a ten, który ma Go, ma Go z boskiego prawa; bo Pan daje sam Siebie za nas; i dla nas, jest to tak darmowe, że każda dusza, która bierze Go, ma również łaskę aby to uczynić. Jeśli pochwycisz Jezusa za rąbek Jego szaty, bez puszczania go i idąc [przyp. tłum.] za Nim, to prawość uleci od Niego do ciebie tak pewnie jak gdyby zawołał cię po imieniu i zaprosił cię do zaufania Mu. Odrzuć wszelki lęk kiedy ufasz Zbawicielowi. Weź Go i przywitaj. Ten, który wierzy w Jezusa jest jednym z Bożych wybranych.

Czy sugerujesz, że okropną rzeczą byłoby jeśli miałbyś zaufać Jezusowi i pomimo tego przepaść? Tak właśnie by było. Ale skoro musisz przepaść jeśli Mu nie zaufasz, ryzyko to w najgorszym przypadku nie jest bardzo wielkie.

Choć może przepadnę jeśli pójdę;
To postanawiam spróbować;
Bo jeśli będę stał z dala, to wiem,
Że w wieczności przepadnę·

Przypuśćmy, że stoisz w Bagnie Rozterki na zawsze; jakie dobro z tego wyniknie? Z pewnością lepiej byłoby umrzeć zmagając się na Królewskim Trakcie prowadzącym do Niebiańskiego Miasta, niż topić się głębiej i głębiej w bagnie plugawych myślach nieufności! Nie masz nic do stracenia, bo już wszystko straciłeś; dlatego porzuć to wszystko i miej śmiałość uwierzenia w miłosierdzie Boga dla ciebie, nawet dla ciebie.

Obawianie się by Uwierzyć (część 2)

Czy słyszałeś o człowieku, który pewnej nocy zgubił się i przyszedł na skraj przepaści, jak mniemał, i w swoim zrozumieniu spadł z klifu? Uchwycił on stare drzewo i wisiał tam, przylegając do swojego słabego oparcia ze wszystkich swoich sił. Czuł się przekonany, że gdyby przestał trzymać się drzewa, to zostałby zmiażdżony na kawałki spadając na jakieś okropne skały, które czekały na niego poniżej. I tam wisiał, z potem na swoich brwiach i bólem każdej kończyny. Przeszedł on w desperacki stan gorączki i skrajnego wyczerpania aż w końcu jego ręce nie mogły już dłużej utrzymać jego ciała. I puścił swój uchwyt!

I spadł z drzewa! Spadł – z wysokości około pół metra i upadł na miękkie mchowe podłoże, na którym leżał, zupełnie niezraniony, i doskonale bezpieczny aż do poranka. Tak samo, w ciemności swojej ignorancji, wielu myśli, że pewne zniszczenie czeka na nich, jeśli wyznają swój grzech, to pozbędą się wszelkiej nadziei w siebie i powierzą siebie w ręce Boga. Obawiają się oni porzucić nadzieję, do której w ignorancji przylegają. Jest to próżny strach.

Puść swój uścisk wszystkiego oprócz Chrystusa, i spadnij. Spadnij z całej twojej ufności w twoje uczynki, albo modlitwy, albo uczucia. Spadnij od razu! Spadnij teraz! Miękkie i bezpieczne będzie podłoże na które upadniesz. Jezus Chrystus, w Swojej miłości, w skuteczności Swojej drogocennej krwi, w Swojej doskonałej sprawiedliwości, da ci natychmiastowy odpoczynek i pokój. Zaprzestań swojej pewności siebie. Padnij w ramiona Jezusa. Jest to główna część wiary – porzucenie wszystkich innych uchwytów i po prostu opadnięcie na Chrystusa. Nie ma żadnego powodu do lęku: tylko ignorancja powoduje twoje przerażenie tym, co będzie twoim wiecznym bezpieczeństwem. Śmierć cielesnej nadziei jest życiem wiary, a życie wiary jest życiem wiecznym. Niech „ja” umrze, aby Chrystus mógł żyć w tobie.

Ale nieszczęsnym faktem jest to, że nie możemy przyprowadzić ludzi do tego jednego aktu wiary w Jezusa. Oni zrobią wszystko aby tylko nie pogodzić się ze stratą własnego „ja”. Oni zwalczają wstyd uwierzenia i boją się wiary jakby to było jakieś monstrum.

O niemądrzy wy, którzy drżycie, kto was zaczarował? Obawiacie się tego co może być śmiercią całego waszego strachu i początkiem waszej radości. Dlaczego miałbyś zginąć przez perwersyjne preferowanie innych dróg niż wyznaczony przez Boga plan zbawienia?

Niestety! Istnieje wiele, wiele dusz mówiących: „Jesteśmy zaproszeni do zaufania Chrystusowi, ale zamiast tego będę regularnie przystępował do środków łaski”. Uczestnicz w publicznym wielbieniu Boga, koniecznie, ale nie jako coś co zastępuje wiarę – w przeciwnym razie stanie się to próżną nadzieją. Nakazem jest: „Uwierz i żyj”; uczestnicz w tym, cokolwiek innego byś nie robił. „Więc, wezmę do poczytania dobre książki; być może coś na tym skorzystam”. Czytaj dobre książki, koniecznie, ale to nie jest ewangelia: ewangelia brzmi: „Uwierz Panu Jezusowi Chrystusowi, a będziesz zbawiony” [Dzieje 16:31].

Przypuśćmy, że lekarz ma pacjenta pod swoją opieką i mówi do niego: „Masz brać kąpiel o poranku; będzie to bardzo pomocne w kuracji twojej choroby”. Ale człowiek ten bierze zamiast tego filiżankę herbaty o poranku i mówi: „To tak samo mi pomoże, nie mam co do tego wątpliwości”. Co powie lekarz kiedy zacznie się dopytywać: „Czy postępowałeś według moich zaleceń?” „Nie, nie robiłem tego”. „A więc nie oczekuj, oczywiście, że będą jakiekolwiek dobre rezultaty z moich wizyt skoro ty nie zważasz na moje zalecenia”. W ten sam sposób i my praktycznie mówimy do Jezusa Chrystusa kiedy nie jesteśmy posłuszni Bogu: „Panie, zaprosiłeś mnie do zaufania Tobie, ale ja wolę wcześniej zrobić coś innego! Panie, ja chcę mieć straszliwe przekonania; ja chcę być przetrząśnięty nad wejściem do piekła; chcę być zmartwiony i zrozpaczony!” Tak, ty chcesz wszystkiego, tylko nie tego co Jezus przepisuje dla ciebie, a jest tym to, że powinieneś po prostu zaufać Mu.

Niezależnie co odczuwasz, zrzuć się na Niego, aby On mógł cię zbawić i wyłącznie On. „Ale nie mówisz przecież przeciwko modleniu się, czytaniu dobrych książek i tego typu rzeczach?” Ani jednym słowem nie mówię przeciwko jakiejkolwiek z tych rzeczy, ani trochę bardziej niż wspomniany przeze mnie lekarz, który nie miał nic przeciwko piciu filiżanki herbaty. Niech pije swoją herbatę; ale nie jako zamiennik brania przepisanej mu kąpieli. Więc niech człowiek się modli: im więcej tym lepiej. Niech człowiek bada Pismo, ale, pamiętaj, że jeśli te rzeczy położone są w miejscu prostej wiary w Chrystusa, dusza zostanie zrujnowana. Uważajcie żeby nie było powiedziane o żadnym z was przez naszego Pana: “Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie; Ale mimo to do mnie przychodzić nie chcecie, aby mieć żywot” [Jana 5:39, 40].

Przyjdź przez wiarę do Jezusa, bez Niego zginiesz na zawsze. Czy kiedykolwiek zwróciłeś uwagę na to w jaki sposób drzewo jodłowe zakorzenia się pośród skał, które sprawiają wrażenie, że zasłaniają całą glebę? Wysyła ono mały korzeń w każdą małą szczelinę, którą otwiera; chwyta on nawet gołą skałę jak gdyby ogromnym ptasim pazurem; trzyma ją mocno i zgina się do Ziemi za pomocą setek zakotwiczeń. Często widzieliśmy zatem pewnie zakorzenione drzewa na masach gołych skał. Teraz, drogie serce, niech będzie to obraz ciebie. Pochwyć Skałę Wieków. I maleńkim korzeniem małej wiary zacznij Go trzymać. Pozwól tej maleńkiej macce rosnąć; i; w międzyczasie; wyślij następną aby pochwycić tę samą Skałę. Wrośnij w Niego. Oplącz korzenie twojej natury, włókna twojego serca, wokół Niego. On jest tak darmowy dla ciebie jak skały są darmowe dla drzewa jodłowego: bądź tak mocno uwiązany do Niego, jak kosodrzewina jest uwiązana do zbocza góry.

Wiara Bardzo Prosta

Wrzesień 11, 2009 - autor: purytanin


Dla wielu, wiara wygląda na trudną rzecz. Prawdą jest to, że tylko dlatego jest to trudne, ponieważ jest to łatwe. Dla Naamana było trudne to, że musiał obmyć się w Jordanie, ale jeśli miałby do zrobienia jakąś wielką rzecz, uczyniłby ją od razu radośnie. Ludzie myślą, że zbawienie musi być rezultatem jakiegoś działania lub uczucia, bardzo mistycznego i bardzo trudnego; ale „myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje – mówi Pan” [Izajasza 55:8]. Aby niedorozwinięty i najbardziej ciemny człowiek mógł zostać zbawiony, Bóg zaprojektował drogę zbawienia tak prostą jak A, B, C. Nie ma tu żadnej łamigłówki dla nikogo, a ludzie oczekują, że ma być to trudne, i dlatego wielu zostaje całkiem oszołomionych kiedy uświadamiają sobie, że jest to tak niezmiernie proste.

Faktem jest to, że my nie wierzymy, że Bóg ma na myśli to co mówi, zachowujemy się jakby mogło to być nieprawdziwe.

Usłyszałem o nauczycielu szkółki niedzielnej, który dokonał eksperymentu, o którym myślę, że nie powinienem nigdy próbować z dziećmi, bo mógłby okazać się on bardzo kosztownym. W rzeczywistości, czuję się pewny w tym, że rezultat w moim przypadku byłby bardzo różny od tego co teraz opisuję. Nauczyciel ten próbował zilustrować czym jest wiara, i, kiedy nie mógł zrozumiale wyjaśnić chłopcom, zdjął swój zegarek i powiedział:

Teraz, dam ci Janku zegarek. Czy weźmiesz go?” Janek zaczął myśleć o co mogło chodzić nauczycielowi i nie pochwycił skarbu, ale nie odpowiedział. Nauczyciel powiedział do następnego chłopca: „Heniek, tutaj jest zegarek. Czy weźmiesz go?” Chłopiec z bardzo odpowiednią skromnością odpowiedział: „Nie, dziękuję panu”. Nauczyciel dawał swoją ofertę innym dzieciom z tym samym rezultatem; aż jeden młodzik, który nie był tak mądry i rozważny jak inni, ale raczej bardziej dowierzający, powiedział w najbardziej naturalny sposób: „Dziękuję panu” i wsadził zegarek do swojej kieszeni. Wtedy inni chłopcy zbudzili się do wstrząsającego faktu: ich towarzysz otrzymał zegarek, którego oni odmówili.

Jeden z chłopców szybko zapytał nauczyciela: „Czy ten zegarek będzie już jego?” „Oczywiście, że tak” odpowiedział nauczyciel, „Zaoferowałem mu, a on go zaakceptował. Nie dałbym rzeczy aby ją potem zabrać: to byłoby bardzo głupie. Położyłem zegarek przed wami, i powiedziałem, że dam go wam, ale nikt z was nie chciał go wziąć”. „O! powiedział chłopiec”, „jeśli bym wiedział, że o to panu chodziło, to bym go wziął”. Oczywiście, że by to zrobił. On myślał, że była to tylko scenka i nic więcej. Wszyscy inni chłopcy byli w przerażającym stanie umysłu myśląc o tym, że utracili zegarek. Każdy z nich krzyczał: „Proszę pana, ja nie wiedziałem, że o to panu chodziło, myślałem, że…”. Nikt nie wziął daru; ale każdy myślał.

Każdy miał swoją teorię, oprócz prostodusznego chłopca, który wierzył w to co mu powiedziano, i [dlatego] dostał zegarek. Chciałbym zawsze móc być takim prosty chłopcem w wierzeniu w to co mówi Pan i brać to co kładzie On przede mnie, spoczywając całkowicie zadowolony, że nie gra On ze mną, oraz, że nie mogę mylić się w akceptowaniu tego, co ustawia przede mną w ewangelii. Szczęśliwi bylibyśmy gdybyśmy zaufali i nie podnosili żadnych pytań. Ale, niestety! będziemy przemyśliwać i wątpić. Kiedy Pan podnosi Swojego drogiego Syna przed grzesznikiem, grzesznik ten powinien wziąć Go bez ociągania się. Jeśli weźmiesz Go, to Go będziesz miał; i nikt nie będzie mógł zabrać ci Go od ciebie. Wyciągnij swoją rękę człowieku, i weź Go natychmiast!

Kiedy poszukujący akceptują Biblię jako literalnie prawdziwa, i widzą, że Jezus jest naprawdę dany wszystkim tym, którzy ufają Mu, cała trudność zrozumienia drogi zbawienia znika jak poranny szron o wschodzie słońca.

Dwie poszukujące kobiety przyszły pewnego razu do mnie do zakrystii. Słuchały one ode mnie ewangelii tylko przez krótki okres, ale były pod wielkim wrażeniem. Wyraziły swój żal, że mają niedługo odjechać daleko, ale dodali swoją wdzięczność, że w ogóle mnie słyszały. Ucieszyłem się słysząc ich życzliwe podziękowania, ale były one zatroskani tym, że więcej efektywnego działania powinno w nich zaistnieć, i dlatego zapytałem się ich: Czy bardzo głęboko uwierzyłyście w Pana Jezusa Chrystusa? Czy jesteście zbawione?” Jedna z nich odpowiedziała: „Bardzo próbowałem uwierzyć”. Często słyszę to oświadczenie, ale nigdy nie pozwalam mu odejść niezakwestionowanym. „Nie” – powiedziałem – „to nie wystarczy. Czy kiedykolwiek powiedziałaś swojemu ojcu, że próbowałaś mu wierzyć?”

Po tym jak przez chwilę rozmawiałem na ten temat, przyznały one, że taki język byłby obrazą dla ich ojca. Wtedy wyłożyłem ewangelię bardzo jasno, w języku najprostszym jakim mogłem i błagałem je aby uwierzyły w Jezusa, który bardziej godzien jest wiary niż najlepszy z ojców. Jedna z nich odpowiedziała: „Nie mogę sobie uświadomić, że jestem zbawiona”. Wtedy kontynuowałem: „Bóg niesie świadectwo Swojego Syna, że ktokolwiek ufa w Jego Syna jest zbawiony. Czy uczynisz teraz z Niego kłamcę, czy uwierzysz Jego Słowu?” Kiedy to powiedziałem, jedna z nich stała się jakby zdziwiona i zaskoczyła nas kiedy zakrzyczała: „O, proszę pana, ja to wszystko widzę; jestem zbawiona! O, błogosław Jezusa za mnie; On ukazał mi drogę, i mnie zbawił! Ja to wszystko widzę”.

Pewna poważana siostra, która przyprowadziła te dwie młode przyjaciółki uklękła z nimi na chwilę i z całego serca błogosławiliśmy i wywyższaliśmy Pana za duszę przyprowadzoną do światła. Jedna z tych dwóch sióstr jednakże, nie mogła widzieć ewangelii, jak widziała ją druga, chociaż czuję się pewny, że wkrótce to nastąpi. Czy nie wygląda to na dziwne, że obie słysząc te same słowa, jedna wychodzi do jasnego światła, a druga pozostaje w mroku? Zmiana, która wychodzi z serca kiedy zrozumienie pojmuje Ewangelię, często jest odzwierciedlone na twarzy i świeci tam jak światło nieba.

Taka nowo oświecona osoba często wykrzykuje: „Dlaczego, proszę pana, jest to takie proste; jak to się stało, że nie widziałem tego wcześniej? Teraz rozumiem wszystko co przeczytałem w Biblii, chociaż nie mogłem jej pojąć wcześniej”. Prawdą jest to, że prawda zawsze była jasna, ale oni poszukiwali znaków i cudów i dlatego nie mogli dostrzec tego co jest blisko nich. Starzy ludzie często szukają swoich okularów kiedy są one na ich nosie, i powszechnie obserwuje się, że często nie dostrzegamy tego co jest prosto przed nami. Chrystus Jezus jest przed naszymi oczami, a my mamy tylko patrzeć na Niego i żyć; ale my czynimy z tego wszelki rodzaj zamętu i w ten sposób produkujemy labirynt z tego co jest jasne jak słońce.

Ten mały incydent z dwoma siostrami przypomina mi o innym. Pewna bardzo poważana przyjaciółka przyszła do mnie jednej niedzieli po nabożeństwie aby przywitać się ze mną: „Bo” – powiedziała – „Miałam pięćdziesiąte urodziny tego samego dnia co pan, ale jestem całkowitym przeciwieństwem pana w lepszych rzeczach”. Ja zrobiłem spostrzeżenie: „Więc musisz być bardzo dobrą kobietą, bo w wielu rzeczach życzyłbym sobie abym był przeciwieństwem tego czym jestem”. „Nie, nie” – odpowiedziała – „Nie miałam na myśli niczego podobnego: ja wcale nie jestem w porządku”. „Co!” zakrzyczałem – „nie jesteś wierzącą w Pana Jezusa?” „Cóż” – odpowiedziała – „Ja, ja będę próbowała nią być”. Pochwyciłem ją za rękę i powiedziałem: „Moja droga duszo, ty nie zamierzasz mi powiedzieć, że będziesz próbować uwierzyć mojemu Panu Jezusowi! Nie mogę tego od ciebie usłyszeć. To oznacza czystą niewiarę. Co ci On takiego uczynił, że możesz mówić o Nim w ten sposób?

Czy powiedziałabyś mi, że będziesz próbowała mi uwierzyć? Wiem, że nie traktowałabyś mnie tak nieuprzejmie. Myślisz, że jestem szczerym człowiekiem, a więc od razu mi wierzysz; i zaprawdę, nie możesz mniej wierzyć mojemu Panu Jezusowi”. Wtedy zawołała: „O, niech się pan za mnie modli!” „Na co odpowiedziałem: „Myślę, że nie mogę niczego takiego dla ciebie zrobić. O co mogę poprosić Pana Jezusa aby uczynił dla kogoś kto nie będzie Mu ufał? Nie widzę [u ciebie] nic o co można by było się modlić. Jeśli Mu uwierzysz, będziesz zbawiona, a jeśli nie będziesz Mu wierzyła, to nie mogę poprosić Go aby wynalazł nowy sposób wynagradzania twojej niewiary”.

Wtedy ponownie mi odpowiedziała: „Będę próbować uwierzyć”; ale ja powiedziałem jej, że takie próbowanie nie ma sensu bo przesłanie od Pana nie wspominało o „próbowaniu”. Powiedziałem jej: „Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiona [Dzieje 16:31]. Kontynuowałem podając jej tę wielką prawdę, że „Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego” [Jana 3:18]. Przekonywałem ją do pełnego uwierzenia raz ukrzyżowanego, ale teraz zasiadającego w niebie Pana, a Duch Święty tam i wtedy uzdolnił ją do zaufania. Ona najdelikatniej powiedziała: „O, proszę pana, ja do tej pory patrzyłam na moje uczucia i to był mój błąd! Teraz ufam moją duszą w Jezusa i jestem zbawiona”. Ona znalazła natychmiastowy pokój poprzez uwierzenie. Nie ma innej drogi.

Bóg upodobał sobie by uczynić konieczności życia bardzo prostymi kwestiami. Musimy jeść; i nawet ślepy człowiek potrafi odnaleźć drogę do swoich ust. Musimy pić; i nawet najmniejsze niemowlę wie jak to czynić bez instruowania go. Mamy fontannę na ziemiach Sierocińca Stockwell i kiedy jest ona czynna w gorącą pogodę, chłopcy idą tam naturalnie. Nie dajemy lekcji aby uczyć ich korzystania z fontanny. Wielu biednych chłopców przyszło do Sierocińca, ale żaden z nich nie był tak ignorancki, żeby nie wiedział w jaki sposób się pije. Tak samo wiara, w rzeczach duchowych, jest tym czym jest jedzenie i picie w doczesnych rzeczach. Ustami wiary przyjmujemy błogosławieństwa łaski do naszej duchowej natury, i są one nasze. O, ty, który byś uwierzył, ale myślisz, że nie możesz, czyż nie widzisz, że tak jak ktoś nie posiadający siły może pić, tak samo i my możemy przyjąć Jezusa bez wysiłku, a przez zaakceptowanie Go otrzymujemy moc na czynienie wszystkich wysiłków do jakich możemy zostać powołani?

Wiara jest tak prostą kwestią, że kiedykolwiek próbuję ją wyjaśnić, to obawiam się żebym nie zaciemnił przypadkiem jej prostoty. Kiedy Thomas Scott wydrukował swoje komentarze do Wędrówki Pielgrzyma, zapytał się jednego ze swoich parafian o to czy zrozumiał tę książkę. „O, tak” – odpowiedziała jedna parafianka – „Rozumiem pana Bunyan’a wystarczająco dobrze i mam nadzieję, że pewnego dnia, dzięki Bożej łasce, będę mogła zrozumieć twoje wyjaśnienia”. Czy nie powinienem czuć się upokorzony gdyby mój czytelnik wiedział czym jest wiara, a następnie coś by mu się pogmatwało przez moje wyjaśnienia? Podejmę, jednakże, jeszcze jedną próbę, i modlę się aby Pan uczynił to jasnym.

Usłyszałem, że na pewnej górskiej drodze, prowadzono dysputy o tym kto ma do niej prawo. Właściciel zabiegał o zachowanie jego zwierzchnictwa, i jednocześnie nie chciał sprawiać niewygody dla społeczeństwa: stąd wzięły się postanowienia, które spowodowały następujący incydent. Widząc słodką wiejską dziewczynkę stojącą u bramy, pewien turysta podszedł do niej i zaoferował jej szylinga aby pozwoliła mu przejść. „Nie, nie” – powiedziało dziecko – „Nie mogę nic od ciebie wziąć; ale ty masz powiedzieć: ‘Proszę, pozwól mi przejść’ i wtedy będziesz mógł przejść”. Trzeba było poprosić o pozwolenie; ale można było je dostać. Tak samo, życie wieczne jest darmowe; i można je dostać, tak, dostanie się je, przez zaufanie Słowu, które nie może kłamać. Zaufaj Chrystusowi i przez tą ufność pochwycisz zbawienie i życie wieczne. Nie filozofuj. Nie siadaj i nie niepokój swojego biednego mózgu. Zaufaj Mu tak jak powierzasz swoje pieniądze bankierowi, albo swoje zdrowie lekarzowi.

Wiara nie będzie długo wyglądała tobie na trudność, ani nie powinna tak wyglądać, ponieważ jest ona prosta. Wiara jest ufaniem, ufaniem zupełnie w osobę, dzieło, zasługę i moc Syna Bożego. Niektórzy myślą, że ufanie to jest romantyczną sprawą, ale w rzeczywistości jest to najprostsza rzecz jaka tylko może być. Dla niektórych z nas, prawdy, które niegdyś były trudne do uwierzenia, teraz są faktami, które są dla nas trudne do powątpiewania. Jeśli jeden z naszych pradziadków miałby powstać z grobu i przyjść do obecnego stanu cywilizacji, cóż za wielką ufność musiałby mieć! Gdzie jest krzesiwo i stal? Chcę ognia”; a my dalibyśmy mu małe pudełko z malutkimi kawałkami drewna w środku i powiedzielibyśmy mu aby potarł jedną z nich o pudełko. Musiałby mieć dużą ufność aby mógł uwierzyć, że w ten sposób powstanie ogień. Następnie powiedzielibyśmy mu „Teraz jak masz już ogień, to przekręć kurek i zapal gaz”. On nic nie widzi. Jak ogień może wychodzić z niewidzialnej mgły? Ale jednak tak właśnie się dzieje.

Choć z nami pradziadku. Usiądź na tym krześle. Spójrz na to pudło przed tobą. Ujrzysz swoje podobieństwo za chwilę”. „Nie, dziecko” – powiedziałby – „jest to niedorzeczne. Błyśnięcie światłem ma uczynić mój portret? Nie mogę w to uwierzyć”. „Tak, i będziesz mógł przejechać pięćdziesiąt mil w godzinę bez koni”. On nie uwierzy w to dopóki nie wejdzie do pociągu. „Mój drogi panie, będziesz mógł mówić do swojego syna w Nowym Jorku, a on ci odpowie po kilku minutach”. Czy nie zaskoczylibyśmy starego dżentelmena? Czy chciałby nam całkowicie dowierzyć? Ale dla nas nie potrzeba wysiłku aby wierzyć w te rzeczy, ponieważ zapoznaliśmy się z nimi przez własne doświadczenie. Wiara jest wielce konieczna dla ciebie, który jesteś obcy duchowym rzeczom; wyglądasz na zagubionego kiedy o nich mówimy. Ale, o, jak proste jest to dla nas, którzy mamy nowe życie i mamy komunię z duchową rzeczywistością! Mamy Ojca, do którego mówimy, a On nas słyszy i mamy błogosławionego Zbawiciela, który słyszy tęsknoty naszego serca i pomaga nam w naszych zmaganiach z grzechem. Jest to jasne dla tego, który to rozumie. Niech to teraz będzie jasne dla ciebie!

Osobista Wiara w Jezusa

Wrzesień 11, 2009 - autor: purytanin


Istnieje ohydna tendencja pośród ludzi żeby zostawiać Chrystusa poza ewangelią. Równie dobrze można nie dodać mąki do wypieku chleba. Ludzie słyszą jak wyjaśnia się sposób zbawienia i uznają go za biblijny, ale zapominają o tym, że plan ten jest bezużyteczny jeżeli nie jest on przeprowadzony, oraz, że w kwestii zbawienia ich osobista wiara w Pana Jezusa jest niezbędna. Droga do Yorku nie przywiezie mnie do niego, muszę nią osobiście przejść. Cała poprawna nauka, w którą człowiek uwierzył nie zbawi go dopóki osobiście nie położy on swojej ufności w Pana Jezusa.

Pan MacDonald zapytał mieszkańców wyspy św. Kildy o to w jaki sposób człowiek zostaje zbawiony. Pewien starszy człowiek odpowiedział: „Będziemy zbawieni kiedy się upamiętamy i porzucimy nasze grzechy i zwrócimy się do Boga”. „Tak” – odpowiedziała kobieta w średnim wieku – „i jeśli będziemy mieli szczere serce”. „Racja” – dołączył się trzeci – „i z modlitwą”. „I…” – dodał czwarty – „…musi to być modlitwa z serca”. „I musimy być pilni” – powiedział piąty – „w przestrzeganiu przykazań”. I tak, każdy dodawszy swój okruszek, czując, że każde przyzwoite wyznanie zostało wypowiedziane, wszyscy spojrzeli na kaznodzieję oczekując na wyrażanie jego aprobaty; ale wzbudzili oni w nim tylko jego najgłębsze politowanie: musiał on zacząć wszystko od początku i głosić im Chrystusa. Cielesny umysł zawsze rysuje sobie drogę, którą własne mniemanie może sobie wypracować by stać się wielkim; ale droga Pana jest całkowicie przeciwna.

Pan Jezus Chrystus ujmuje to bardzo zwięźle w ew. Marka 16:16 „Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony”. Uwierzenie i ochrzczenie się nie są kwestiami zasług, w których można się chlubić; są to tak proste rzeczy, że chełpienie się odpada, a darmowa łaska otrzymuje palmę pierwszeństwa. Sposób zbawienia został tak wybrany aby mogło być widoczne, że jest ono wyłącznie z łaski. Możliwe, że czytelnik jest niezbawiony: jaki jest tego powód? Czy myślisz, że sposób zbawienia, przedstawiony w tekście powyżej jest wątpliwy? Czy obawiasz się, że mógłbyś być niezbawiony gdybyś za nim poszedł? Jak to może się stać, skoro Bóg poręczył Swoim własnym Słowem pewność tej drogi? Jak może zawieść to, co Bóg nakazuje i odnośnie czego Bóg daje obietnicę? Myślisz że jest to bardzo proste? Dlaczego więc nie pójdziesz za tym? Ta łatwość nie daje możliwości wymówki tym, którzy odrzucają.

Uwierzyć oznacza zaufać, albo oprzeć się na Chrystusie Jezusie; innymi słowy, poddać swoje poleganie na sobie, a polegać na Panu Jezusie. Ochrzcić się oznacza podporządkować się obrzędowi, którego Pan wypełnił w rzece Jordan, do którego podporządkowali się konwertyci w dniu Pięćdziesiątnicy, do którego podporządkował się dozorca więzienny w noc jego nawrócenia. Jest to zewnętrzne wyznanie, które zawsze powinno iść w parze z wewnętrzną wiarą. Zewnętrzny znak nie zbawia; ale przedstawia nam naszą śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie w Jezusie, i tak samo jak wieczerza Pańska, nie ma być zaniedbywany.

Całym sednem jest uwierzenie w Jezusa, oraz wyznanie twojej wiary. Czy wierzysz w Jezusa? Więc, drogi przyjacielu, oddal swoje lęki; będziesz zbawiony. Czy jesteś wciąż niewierzący? Więc pamiętaj, są tylko jedne drzwi, i jeśli przez nie wejdziesz, to musisz zginąć w swoich grzechach. Drzwi tam są; ale jeśli przez nie wchodzisz, to jaki masz z nich pożytek? Niezbędną rzeczą jest to, że masz być posłuszny nakazowi ewangelii. Nic nie może cię zbawić, jeżeli nie słyszysz głosu Jezusa i nie przyjmujesz Jego zaproszenia w rzeczywistości i w prawdzie. Przemyśliwanie i analizowanie nie dadzą rozwiązania; musisz przyjść do rzeczywistej rzeczy; bo tylko jeśli rzeczywiście uwierzysz, będziesz prawdziwie żył dla Boga.

Usłyszałem o przyjacielu, który głęboko pragnął mieć udział w nawróceniu młodego człowieka, i ktoś powiedział mu: „Możesz do niego pójść i porozmawiać z nim, ale nie pomożesz mu, bo jest on niezmiernie dobrze zaznajomiony z planem zbawienia”. I dokładnie tak było; i dlatego, kiedy nasz przyjaciel zaczął mówić, otrzymał taką odpowiedź: „Jestem bardzo zobligowany w stosunku do ciebie, ale myślę, że nie masz mi wiele do powiedzenia, ponieważ już od dawna znam i podziwiam plan zbawienia przez zastępczą ofiarę Chrystusa”.

Niestety! Spoczywał on w planie, ale nie wierzył w Osobę. Plan zbawienia jest najbardziej błogosławiony, ale nie przyniesie nam żadnego pożytku jeżeli osobiście nie uwierzymy w Pana Jezusa Chrystusa. Czym jest dobro planu ubierania się jeśli nie masz kawałka szmaty aby się przykryć? Nie słyszałeś o dowódcy Arabów w Kairze, który był bardzo chory i poszedł do misjonarza i zapytał się go czy może dać mu receptę? Wziął tę receptę i gdy spotkali się tydzień później, zdrowie Araba wcale się nie poprawiło. „Czy wziąłeś moją receptę?” zapytał misjonarz. „Tak i zjadłem ją w całości”.

Marzył on o tym, że wyleczy się przez połknięcie pisma lekarza, co mogę nazwać planem lekarstwa. Powinien wziąć on receptę, i następnie mogłaby ona być pomocna, jeśli wziąłby również lek: połknięcie recepty nie mogło mu pomóc. Tak samo jest ze zbawieniem: to nie plan zbawienia może zbawić, to przeprowadzenie tego planu przez Pana Jezusa w Jego śmierci za nas i nasza akceptacja tego dzieła. Pod żydowskim prawem, osoba składająca ofiarę przynosiła byka i kładła na niego swoje ręce: to nie było marzenie, albo teoria, albo plan.

W zwierzęciu przeznaczonym na ofiarę widział coś namacalnego, co mógł uchwycić i dotykać: tak samo i my opieramy się na rzeczywistym i prawdziwym dziele Jezusa, najbardziej namacalnej rzeczy pod Niebem. Przychodzimy do Pana Jezusa przez wiarę, i mówimy: „Bóg dostarczył tutaj zadośćuczynienie i ja je akceptuję. Wierzę w fakt dokonany na krzyżu; jestem pewien, że grzech został usunięty przez Chrystusa, i ja spoczywam na Nim”. Jeśli chcesz być zbawiony, to musisz wyjść poza akceptację planów i doktryn a przejść do spoczywania w boskiej osobie i ukończonym dziele Pana Jezusa Chrystusa. Drogi czytelniku, czy będziesz miał teraz Chrystusa?

Jezus zaprasza wszystkich, którzy są „spracowani i obciążeni” aby przyszli do Niego, a On „da im ukojenie” [Mateusza 11:28]. On nie obiecuje tego tym, którzy tylko marzą o Nim. Oni muszą przyjść i muszą przyjść do Niego, a nie tylko do Kościoła, do chrztu, czy do ortodoksyjnej wiary, albo do czegokolwiek innego niż Jego boskiej osoby. Kiedy wąż miedziany został wyniesiony na pustyni, ludzie nie mieli patrzeć na Mojżesza, ani na Przybytek Mojżeszowy, ani na słup chmur, ale tylko na miedzianego węża.

Patrzenie nie było wystarczające jeżeli nie parzono na właściwy obiekt: a obiekt nie wystarczał jeżeli na niego nie patrzono. Nie było dla nich wystarczające by tylko wiedzieć o wężu z brązu; każdy z osobna musiał patrzeć na niego osobiście. Kiedy człowiek jest chory, to może mieć dużą wiedzę o leku, ale może on umrzeć jeżeli nie weźmie uzdrawiającego leku. Musimy przyjąć Jezusa; „Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi” [Jana 1:12]. Podkreślmy dwa słowa: Musimy otrzymać GO i musimy OTRZYMAĆ Go. Musimy otworzyć drzwi na oścież, i zaprosić Chrystusa Jezusa do środka; bo „Chrystus w was, nadzieja [jest nadzieją] chwały” [Kolosan 1:27]. Chrystus nie może być żadnym mitem, żadnym marzeniem, żadną zjawą dla nas, ale rzeczywistym Człowiekiem i prawdziwym Bogiem; i nasze przyjęcie Jego nie może być wymuszoną i udawaną akceptacją; ale płynącą z serca i szczęśliwą zgodą i uznaniem naszej duszy, że On będzie wszystkim we wszystkim naszego zbawienia. Czy nie przyjdziemy do Niego zrazu by uczynić Go naszą wyłączną ufnością?

Gołąb jest polowany przez jastrzębia i nie ma bezpieczeństwa ze strony swojego niestrudzonego wroga. Nauczył się on, że jest dla niego schronienie w szczelinie skalnej, i pędzi do niej na szczęśliwych skrzydłach. Kiedy zostanie całkowicie schroniony w środku swojego schronienia, to nie obawia się już żadnego drapieżnika. Ale jeśli by się nie schronił w skale, to zostałby pochwycony przez przeciwnika. Skała byłaby bezużyteczna dla gołębia, jeśli nie wszedłby do szczeliny. Całe ciało musi być ukryte w skale. Co z tego, że dziesięć tysięcy ptaków znalazło tam twierdzę – nie ocaliłoby to gołębia ściganego przez jastrzębia! Musi on całkowicie schronić się w schronieniu, schować się w nim, albo jego życie zostanie znoszone przez niszczyciela.

Cóż za dobry przykład wiary! Jest to wchodzenie do Jezusa, ukrycie się w Jego ranach.

Skało Wieków, rozszczepiona dla mnie

Pozwól mi ukryć się w Tobie

Gołąb jest poza zasięgiem wzroku: tylko skała jest widoczna. Tak samo winna dusza pędzi do przebitego boku Jezusa przez wiarę, i jest pochowany w Nim poza zasięgiem wzroku odwetowej sprawiedliwości. Ale musi istnieć również osobiste zastosowanie do Jezusa jako do schronienia; a jest to przez tak wielu odkładane z dnia na dzień, aż istnieje obawa, że „pomrą w swoich grzechach”. Co za okropne słowo! Są to słowa wypowiedziane przez naszego Pana do niewierzących Żydów; i mówi On do nas to samo, w tej godzinie: „Jeśli bowiem nie uwierzycie, że to Ja jestem, pomrzecie w swoich grzechach” [Jana 8:24]. Drżenie serca wywołuje myśl, że nawet osoba, która czyta na linie może również być w tym żałosnym towarzystwie i zginąć [na wieki].

Zobaczyłem, innego dnia, nadzwyczajny obraz, którego użyję jako ilustrację sposobu zbawienia przez wiarę w Jezusa. Przestępca popełnił przestępstwo, za które musi umrzeć, ale wydarzyło się to w dawnych czasach, kiedy to kościoły uważane były za sanktuaria, w których kryminaliści mogli się ukryć, i przez to uniknąć śmierci. Spójrz na przestępcę! On pędzi w kierunku kościoła, straże ścigają go z wyciągniętymi mieczami, gotowymi na przelanie krwi! Oni ścigają go do samych kościelnych drzwi. Wbiega on po schodach i jak już mają go doścignąć i pociąć na kawałki na progu kościoła, wychodzi na zewnątrz biskup i podnosząc krzyż woła: „Stójcie, stójcie! Nie splamcie wejścia do domu Bożego krwią! Odsuńcie się!” Okrutni żołnierze od razu respektują emblemat i odchodzą, podczas gdy biedny uciekinier kryje się za szatami biskupa.

Tak samo jest z Chrystusem. Winny grzesznik ucieka się prosto do Jezusa, i chociaż Sprawiedliwość go ściga, Chrystus podnosi Swoje zranione ręce i krzyczy do Sprawiedliwości: „Stój! Ja go chronię; w tajemnym miejscu Mojego przybytku go ukrywam; nie pozwolę mu na to by zginął; bo pokłada on swoją ufność we Mnie”. Grzeszniku, uciekaj do Chrystusa! Ale ty odpowiadasz: „Jestem zbyt podły”. Im bardziej podły jesteś, tym bardziej będziesz Go honorował przez uwierzenie, że jest On w stanie ochronić cię. „Ale jestem tak wielkim grzesznikiem”. Zatem będzie dane Mu więcej honoru jeśli będziesz miał wiarę aby się Mu powierzyć, chociaż jesteś tak wielkim grzesznikiem. Jeśli masz małą chorobę, i mówisz twojemu lekarzowi – „Proszę pana, jestem całkiem pewien twoich umiejętności, że możesz mnie uzdrowić”, to taka deklaracja zawiera niewielki komplement.

Każdy może wykurować ból palca, albo drobiazgową chorobą. Ale jeśli jesteś bardzo chory z komplikacją chorób, które poważnie cię dręczą i mówisz – „Proszę pana, nie poszukuję lepszego lekarza; nie będę pytał kogo innego o poradę, ale tylko pana; radośnie ufam panu” – cóż za honor mu nadałeś, że możesz zaufać swoje życie w jego ręce, kiedy jesteś w ekstremalnym i bezpośrednim niebezpieczeństwie! Uczyń to samo z Chrystusem; powierz swoją Duszę Jego trosce: czyń to rozmyślnie i bez powątpiewania. Odważ się porzucić wszelkie inne nadzieje: zaryzykuj wszystko na Jezusa; mówię „zaryzykuj” chociaż nie ma w tym nic naprawdę ryzykownego; bo jest On obficie mocen by zbawić. Zrzuć się po prostu na Jezusa; nie pozwól żeby coś oprócz wiary było w twojej duszy w kierunku Jezusa; uwierz Mu, i zaufaj Mu, a nigdy nie będziesz zawstydzony przez swą pewność. „Dlatego to powiedziane jest w Piśmie: „kto weń wierzy, nie zawiedzie się” [1 Piotra 2:6].

Tylko Jezus

Wrzesień 11, 2009 - autor: purytanin

Nie da się zbyt często lub zbyt jasno powiedzieć poszukującej duszy, że jej jedyna nadzieja na zbawienie leży w Panu Jezusie Chrystusie. Leży w Nim całkowicie, tylko i wyłącznie. Aby zbawić zarówno od winy jak i z mocy grzechu, Jezus jest całkowicie wystarczający. Nazywa się On Jezus ponieważ „On zbawi lud swój od grzechów jego” [Mat 1:21; 9:6]. Jest On wywyższony na wysokościach aby dać upamiętanie się i odpuszczenie grzechów” [Dzieje 5:31] Upodobało się przedwiecznemu Bogu wynaleźć metodę zbawienia, która ma być całkowicie zawarta w Jego jednorodzonym Synu.

Pan Jezus, aby dokonać tego zbawienia, stał się człowiekiem i „okazawszy się z postawy człowiekiem, Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej” [Filipian 2:7-8]. Jeśli inna droga wyswobodzenia byłaby możliwa, to kielich goryczy zostałby od Niego oddalony. Jest zrozumiałe, że ulubieniec Nieba nie musiałby umrzeć aby nas zbawić jeśli moglibyśmy być zbawieni mniejszym kosztem. Nieskończona łaska dostarczyła wielką ofiarę; nieskończona miłość była posłuszna do śmierci z naszego powodu. Jak możemy marzyć, że jest inny sposób niż ten, który został zapewniony przez Boga takim kosztem i wyłożony w Piśmie Świętym tak prosto i nagląco? Poza wszelką wątpliwością jest to, że „nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” [Dzieje 4:12].

Aby podejrzewać, że Pan Jezus zbawił ludzi tylko połowicznie i, że potrzeba jeszcze coś zrobić lub odczuć aby dokończyć Jego dzieło, jest nikczemnym. Co jest takiego w nas, co mogłoby być dodane do Jego krwi i sprawiedliwości? „wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona” [Izajasza 64:6]. Czy mogą one [nasze uczynki – przyp. tłum.] mogą być położone na kosztowny materiał Jego boskiej sprawiedliwości? Szmaty i delikatne białe płótno! Nasze śmiecie i Jego czyste złoto! Jest obrazą Zbawiciela by marzyć o takiej rzeczy. Zgrzeszyliśmy wystarczająco, bez dodawania tego do wszystkich innych przewinień.
Nawet jeśli mielibyśmy jakąkolwiek sprawiedliwość, w której moglibyśmy się chlubić; jeśli nasze listki figowe byłyby szersze niż zwykle, i nie byłyby całkowicie zwiędłe; to wraz mądrym byłoby odrzucić je, i zaakceptować tę sprawiedliwość, która musi o wiele bardziej podobać się Bogu niż cokolwiek naszego własnego.
„Nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego” [Rzymian 3:12] Ja, który piszę te linie, najbardziej dobrowolnie przyznałbym, że nie mam nawet nitki własnego dobra. Jestem całkowicie ogołocony [z własnego dobra – przyp. tłum.]. Ale jeśli miałbym najlepszy garnitur dobrych uczynków jakiego wszelka pycha może sobie wyobrazić, to podarłbym go abym mógł założyć nic innego jak tylko szaty zbawienia, które są darmowo dane przez Pana Jezusa, z niebiańskiej garderoby Jego własnych zasług.

Najbardziej wychwala naszego Pana Jezusa Chrystusa to, że ufamy po każdą dobrą rzecz wyłącznie od Niego. Oznacza to, że mamy traktować Go jak na to zasługuje; tak jak należy się Bogu, a poza Nim nie ma nikogo innego, musimy patrzeć na Niego abyśmy byli zbawieni.

Oznacza to żeby traktować Go w sposób w jaki uwielbia być traktowany, bo On zaprasza wszystkich, którzy są w obciążeni i w mozole, aby do Niego przyszli, a On da im odpocznienie. Wyobrażanie sobie, że nie może On zbawić w zupełności oznacza limitować Świętego Izraela, i kładzenie zmazy na Jego moc; albo oczernianie kochającego serca Przyjaciela grzeszników i poddawania w wątpliwość Jego miłości. W obu przypadkach popełniamy okrutny i bezsensowny grzech przeciwko najczulszym punktom Jego honoru, którymi są Jego zdolność i chęć do zbawienia wszystkich, którzy przychodzą do Boga przez Niego.
Dziecko, w niebezpieczeństwie ognia, po prostu przylega do strażaka i ufa wyłącznie mu. Nie podnosi ono pytań o sile jego rąk aby je niósł, albo co do gorliwości jego serca aby je uratować; ale przylega do niego. Żar jest okropny, dym jest oślepiający, ale ono przylega; a jego wyswobodziciel szybko niesie je do bezpiecznego miejsca. W tej samej dziecięcej pewności przylgnij do Jezusa, który może wynieść cię z niebezpieczeństwa płomieni grzechu.

Natura Pana Jezusa Chrystusa powinna inspirować nas najpełniejszą pewnością. Ponieważ jest Bogiem, jest On mocen by zbawić; ponieważ jest On człowiekiem, jest On wypełniony pełnią by błogosławić; ponieważ jest On Bogiem i człowiekiem w jednej Majestatycznej Osobie, to spotyka On człowieka w Sobie jako Jego stworzenie i Bóg w Swojej świętości. Drabina jest wystarczająco długa by sięgnąć od leżącego na ziemi Jakuba do Jahwe panującego w Niebie. Przynoszenie innej drabiny oznaczałoby podejrzewać, że nie udało Mu się dosięgnąć tej odległości, a to byłoby bardzo poważnym znieważaniem Go. Skoro nawet samo dodanie [pozabiblijnych nauk Obj. 22:18 – przyp. tłum.] oznacza ściągnięcie na siebie przekleństwa, to co musi oznaczać pretendowanie dodawania czegoś do Jego Osoby? Pamiętaj, że On, Osobiście, jest Drogą, a podejrzewanie, że musimy, w jakiś sposób, dokładać do tej boskiej drogi, oznacza być na tyle aroganckim by myśleć o dokładaniu do Niego. Precz z takim mniemaniem! Brzydź się tym jak bluźnierstwem, bo w istocie, jest to najgorsze bluźnierstwo przeciwko Panu miłości.

Przyjście do Jezusa z opłatą w naszych rękach byłoby nie dającą się tolerować pychą, nawet gdybyśmy mieli jakąś opłatę, którą moglibyśmy przynieść. Czego On od nas potrzebuje? Co moglibyśmy Mu przynieść, jeśliby On czegoś potrzebował? Czy sprzedałby bezcenne błogosławieństwa naszego odkupienia? To co uczynił w krwi Swojego serca miałby wymienić z nami na nasze łzy, przysięgi, albo na ceremonialne obrzędy i uczucia i uczynki? On nie ma być redukowany do czynienia z Niego targowiska: daje On za darmo, jak przystoi Jego królewskiej miłości; ale ten, który oferuje Mu zapłatę, nie zna Tego, z którym ma do czynienia, ani nie wie jak poważnie rozgniewuje Jego Ducha. Grzesznicy przychodzący z pustymi rękoma mogą otrzymać to czego chcą. Wszystko czego możliwie mogą chcieć znajduje się w Jezusie, a daje On to tym, którzy Go proszą; ale musimy wierzyć, że jest On wszystkim we wszystkim i nie możemy ważyć się by wyszeptać jakieś słowo, uskarżając się na to, co On ukończył, albo próbować dopełnić tego, co On nam daje jako niezasługującym grzesznikom.

Powodem dla którego możemy mieć nadzieję na przebaczenie grzechu i na życie wieczne, przez wiarę w Pana Jezusa, jest to, że Bóg tak zarządził. Oznajmił On w ewangelii, że zbawi wszystkich, którzy prawdziwie ufają w Pana Jezusa i nigdy nie wycofa się z tej obietnicy. Ma On takie upodobanie w Swoim jednorodzonym Synu, że podobają mu się wszyscy, którzy chwytają się Go jako ich jedynej i wyłącznej nadziei. Wielki Bóg sprawuje zbawienie dla wszystkich, którzy szukają tego zbawienia u raz-zabitego Odkupiciela. Dla czci Swojego Syna, nie pozwoli On człowiekowi, który ufa w Niego na bycie zawstydzonym. „Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim” [Jana 3:36]; bo odwiecznie żyjący Bóg wziął Go do Siebie i dał mu być uczestnikiem Jego życia. Jeśli wyłącznie Jezus będzie twoją nadzieją, to nie musisz się bać tego czy będziesz ostatecznie zbawionym, zarówno teraz jak i w dzień Jego przyjścia.

Kiedy człowiek powierza się [Bogu – przyp. tłum.], to następuje moment unii pomiędzy nim a Bogiem i unia ta gwarantuje błogosławieństwo. Wiara zbawia nas ponieważ czyni ona, że przylegamy do Jezusa Chrystusa, i jest On jedno z Bogiem, a zatem przywodzi nas do łączności z Bogiem. Usłyszałem, że lata temu, ponad wodospadem Niagarą, wywróciła się łódź i dwóch mężczyzn zostało poniesionych przez prąd kiedy osobom na brzegu udało się dorzucić do nich linę, i lina ta została pochwycona przez obydwu z nich.

Jeden z nich trzymał się jej mocno, i został bezpiecznie przyciągnięty do brzegu; ale drugi, ujrzawszy wielką kłodę płynącą w pobliżu, niemądrze puścił linę i uchwycił się tego wielkiego kawałka drzewa, bo była to większa rzecz od liny i wydawała mu się być lepszym przedmiotem do uchwycenia się. Niestety! kłoda, z mężczyzną popłynęła w wielką przepaść, ponieważ nie było żadnego połączenia pomiędzy drewnem a brzegiem. Rozmiar kłody nie przyniósł żadnej korzyści dla tego, który ją uchwycił; musiałaby być połączona z brzegiem by zapewnić bezpieczeństwo. Więc, kiedy człowiek ufa we własne uczynki, albo w swoje modlitwy, albo ofiarowane datki, albo w sakramenty, albo cokolwiek z tego typu rzeczy, to nie będzie zbawiony, ponieważ nie ma połączenia pomiędzy nim a Bogiem poprzez Jezusa Chrystusa; ale wiara, chociaż może się wydawać być cienkim sznurkiem, to jest on w rękach wielkiego Boga, który jest po stronie brzegu; nieskończona moc ciągnie linę łączności, a zatem wyciąga człowieka ze zniszczenia. O, błogosławieństwo wiary, ponieważ łączy nas z Bogiem przez Zbawiciela, którego On wyznaczył, to jest Jezusa Chrystusa! O, czyż nie jest to rozumnym? Przemyśl to, a wkrótce może zaistnieć unia pomiędzy tobą a Bogiem, poprzez wiarę w Jezusa Chrystusa!

Wprowadzenie

Wrzesień 11, 2009 - autor: purytanin

W Pobliżu Wąskiej Bramy

Ch.H. Spurgeon

Olbrzymią ilość ludzi nie obchodzą wcale wieczne rzeczy. Bardziej dbają oni o swoje koty i psy niż o swoje dusze. Jest wielką łaską by móc myśleć o sobie, oraz o tym jak stoimy w stosunku do Boga i do wiecznego świata. Bardzo często jest to oznaką, że zbawienie nadchodzi do nas. Z natury nie lubimy niepokoju jakiego wywołują duchowe troski, i próbujemy, jak próżniacy, ponownie zasnąć . Jest to wielkie głupstwo, bo bagatelizujemy niebezpieczeństwo kiedy śmierć jest tak bliska, a sąd tak pewny. Jeśli Pan wybrał nas do żywota wiecznego, to nie pozwoli on nam powrócić ponownie do naszej drzemki. Jeśli jesteśmy rozsądni, to powinniśmy modlić się żeby nasz niepokój o nasze dusze nigdy się nie skończył dopóki nie zostaniemy naprawdę i prawdziwie zbawieni. Powiedzmy z naszych serc:

Ten, który cierpiał w miejscu mym,
Moim Lekarzem będzie;
Nie będę pocieszony
Dopóki Jezus nie pocieszy mnie.

Byłoby okropną rzeczą by śniąc pójść do piekła i tam podnieść swe oczy ku wielkiej przepaści umieszczonej pomiędzy nami a Niebem. Byłoby równie straszne by być obudzonym do uciekania od nadchodzącego gniewu, a następnie strząść to ostrzeżenie i powrócić do swojej nierozumności. Zauważam, że ci, którzy pokonali swoje przekonania i nadal trwają w swoich grzechach, nie są już łatwo poruszeni za drugim razem: każde przebudzenie, które jest odrzucone, czyni duszę bardziej ospałą niż wcześniej i mniej chętną do bycia poruszoną do świętego uczucia. Dlatego nasze serce powinno być wielce zaniepokojone na myśl pozbycia się problemu, w jakikolwiek sposób inny od właściwego. Ktoś wyleczył swoją podagrę jakimś szarlatańskim lekiem, ale przez niego umarł. Bycie wyleczonym ze strapionego umysłu fałszywą nadzieją, byłoby okropnym interesem: wyleczenie byłoby gorsze niż choroba. O wiele lepiej by nasza czułość sumienia spowodowała długie lata udręk aniżeli utracenie go, i zginięcie w zatwardzeniu serca.

Lecz przebudzenie nie jest rzeczą, na której można spocząć, lub pragnąć by przedłużała się miesiące za miesiącami. Kiedy jestem przerażony widząc swój dom w płomieniach, to nie siedzę sobie na łóżku i nie mówię sobie: „Mam nadzieję, że jestem prawdziwie przebudzony! Naprawdę, jestem bardzo wdzięczny za to, że już nie śpię!” Nie, ja chcę uciec z zagrażającej mi śmierci, i dlatego spieszę się do drzwi lub okna, bym mógł uciec, i mógł nie zginąć w miejscu, w którym się znajduję. Byłaby to wątpliwa łaska by zostać przebudzonym i nie uciec z niebezpieczeństwa. Pamiętaj, przebudzenie nie jest zbawieniem. Człowiek może wiedzieć, że jest zgubiony, ale może również nigdy nie być zbawiony. Może stać się zatroskany, ale i tak może umrzeć w swych grzechach. Jeśli okaże się, że jesteś bankrutem, to rozważenie twoich długów nie zapłaci za nie uczynić sobie z niej idola.