W Pobliżu Wąskiej Bramy

Wrzesień 11, 2009

W tej książce pastor Charles Spurgeon prezentuje Ewangelię Jezusa Chrystusa w przystępny sposób. Czytając rozdziały tej książki winno się robić to, a czym poucza apostoł Paweł:

„Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie” (2 Kor. 13)

Luty 12, 2011

W Pobliżu Wąskiej Bramy

Ch.H. Spurgeon

Przebudzenie

Większość ludzi zupełnie nie jest zainteresowana wiecznymi rzeczami. Bardziej dbają oni o swoje koty i psy niż o swoje dusze. Jest wielką łaską by móc myśleć o sobie oraz o tym jak stoimy w stosunku do Boga i do wiecznego świata. Bardzo często jest to oznaką, że zbawienie nadchodzi do nas. Z natury nie lubimy niepokoju, jaki wywoływany jest przez duchowe troski, i próbujemy, jak próżniacy, ponownie zasnąć. Jest to wielkie głupstwo, bo bagatelizujemy niebezpieczeństwo, kiedy śmierć jest tak bliska, a sąd tak pewny. Jeśli Pan wybrał nas do żywota wiecznego, to nie pozwoli On nam powrócić ponownie do naszej drzemki. Jeśli jesteśmy rozsądni, powinniśmy modlić się, żeby niepokój o nasze dusze nigdy się nie skończył, dopóki nie zostaniemy naprawdę i prawdziwie zbawieni. Powiedzmy z naszych serc:

Ten, który cierpiał w miejscu mym,
Moim Lekarzem będzie;
Nie będę pocieszony
Dopóki Jezus nie pocieszy mnie.

Byłoby okropną rzeczą by pójść do piekła śpiąc i tam podnieść swoje oczy ku wielkiej przepaści umieszczonej pomiędzy nami a Niebem. Równie straszne byłoby być obudzonym , aby uciekać od nadchodzącego gniewu, a następnie strząść to ostrzeżenie i powrócić do swojej nierozumności. Zauważyłem, że ci, którzy pokonali swoje przekonania i nadal trwają w swoich grzechach, nie są już łatwo poruszeni za drugim razem: każde przebudzenie, które jest odrzucone, czyni duszę bardziej ospałą niż wcześniej i mniej chętną do bycia poruszoną do świętego uczucia. Dlatego nasze serce powinno być wielce zaniepokojone na myśl pozbycia się problemu w jakikolwiek sposób inny od właściwego. Ktoś wyleczył swoją podagrę jakimś szarlatańskim lekiem, ale przez niego umarł. Bycie wyleczonym ze strapionego umysłu fałszywą nadzieją byłoby okropnym interesem: wyleczenie byłoby gorsze niż choroba. Byłoby o wiele lepiej gdyby czułość naszego sumienia spowodowała długie lata udręk aniżeli utracenie go i zginięcie w zatwardziałości serca.

Jednakże przebudzenie nie jest rzeczą, na której można spocząć lub pragnąć, by przedłużała się miesiące za miesiącami. Kiedy jestem przerażony widząc swój dom w płomieniach, nie siedzę sobie na łóżku i nie mówię sobie: „Mam nadzieję, że jestem prawdziwie przebudzony! Naprawdę, jestem bardzo wdzięczny za to, że już nie śpię!” Nie, ja chcę uciec z zagrażającej mi śmierci, i dlatego spieszę się do drzwi lub okna, bym mógł uciec, i bym mógł nie zginąć w miejscu, w którym się znajduję. Wątpliwą łaską byłoby zostać przebudzonym i nie uciec od niebezpieczeństwa. Pamiętaj – przebudzenie nie jest zbawieniem. Człowiek może wiedzieć, że jest zgubiony, ale może również nigdy nie być zbawiony. Może stać się zatroskany, ale i tak może umrzeć w swoich grzechach. Jeśli okaże się, że jesteś bankrutem, to rozważenie twoich długów nie zapłaci za nie.

Człowiek może badać swoje rany przez cały rok, ale nie zagoją się one tylko dlatego, że ranny czuje ich pieczenie i zna ich liczbę. Jedną ze sztuczek Diabła jest kuszenie, by być zadowolonym z poczucia grzechu; a inną sztuczką tego samego zwodziciela jest sugerowanie, że grzesznik nie może prawdziwie zaufać Chrystusowi, jeżeli nie może dodać pewnego stopnia rozpaczy do dokonanego działa Zbawiciela. Nasze przebudzenia nie mają pomóc Zbawicielowi, ale mają pomóc nam przyjść do Zbawiciela. Przypuszczanie, że moje poczucie grzechu musi towarzyszyć usunięciu mojego grzechu, jest absurdalne. To tak, jakby powiedzieć, że nie mogę umyć swojej twarzy, jeżeli wcześniej wystarczająco długo nie patrzyłem w lustro i nie policzyłem brudnych plamek na swoim czole. Poczucie potrzeby zbawienia przez łaskę jest bardzo zdrową oznaką; ale trzeba mądrości, aby użyć ją właściwie i nie uczynić z niej bożka.

Tylko Jezus (1 część)

Nie da się zbyt często lub zbyt jasno powiedzieć poszukującej duszy, że jej jedyna nadzieja na zbawienie leży w Panu Jezusie Chrystusie. Leży w Nim całkowicie, tylko i wyłącznie. Jezus jest całkowicie wystarczający, aby zbawić zarówno od winy, jak i z mocy grzechu. Nazywa się On Jezus ponieważ „On zbawi lud swój od grzechów jego” [Mat 1:21; 9:6]. Jest On wywyższony na wysokościach, aby dać upamiętanie się i odpuszczenie grzechów” [Dzieje 5:31] Upodobało się przedwiecznemu Bogu wynaleźć metodę zbawienia, która jest całkowicie zawarta w Jego jednorodzonym Synu.

Aby dokonać tego zbawienia, Pan Jezus stał się człowiekiem i „okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej” [Filipian 2:7-8]. Jeśli inna droga wyswobodzenia byłaby możliwa, kielich goryczy zostałby od Niego oddalony. Jest zrozumiałe, że ulubieniec Nieba nie musiałby umrzeć, aby nas zbawić, jeśli moglibyśmy być zbawieni mniejszym kosztem. Nieskończona łaska dostarczyła wielką ofiarę; nieskończona miłość była posłuszna aż do śmierci z naszego powodu. Jakże możemy przypuszczać, że jest inny sposób niż ten, który został zapewniony przez Boga takim kosztem i wyłożony w Piśmie Świętym tak prosto i tak nagląco? Poza wszelką wątpliwością jest to, że „nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” [Dzieje 4:12].

Przypuszczanie, że Pan Jezus zbawił ludzi tylko połowicznie i że potrzeba jeszcze coś zrobić lub odczuć, aby dokończyć Jego dzieło, jest rzeczą nikczemną. Czy jest w nas coś, co mogłoby być dodane do Jego krwi i prawości? „wszystkie nasze dobre czyny są jak szata splugawiona” [Izajasza 64:6]. Czy nasze uczynki mogą być położone na kosztowny materiał Jego boskiej prawości? Szmaty i delikatne białe płótno! Nasze śmiecie i Jego czyste złoto! Myślenie w ten sposób jest obrazą Zbawiciela. Nagrzeszyliśmy już wystarczająco, oszczędźmy więc sobie dodatkowego przewinienia.
Nawet jeśli mielibyśmy jakąkolwiek prawość, w której moglibyśmy się chlubić; jeśli nasze listki figowe byłyby szersze niż zwykle i nie byłyby całkowicie zwiędłe; to i tak mądrze byłoby odrzucić je, a zaakceptować tę prawość, która musi się o wiele bardziej podobać Bogu niż cokolwiek pochodzącego od nas.
„Nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego” [Rzymian 3:12]. Ja, który piszę te słowa, z wielką chęcią przyznałbym, że nie mam nawet nitki własnego dobra. Jestem całkowicie ogołocony z własnego dobra. Ale jeśli miałbym najlepszy garnitur dobrych uczynków, jaki można sobie wyobrazić, to podarłbym go, abym mógł założyć nic innego jak tylko szaty zbawienia, które są ofiarowane przez Pana Jezusa z niebiańskiej garderoby Jego własnych zasług.

Najbardziej wychwala naszego Pana Jezusa Chrystusa to, że ufamy wyłącznie Jemu, by dał nam jakąkolwiek dobrą rzecz. Oznacza to, że mamy traktować Go tak, jak na to zasługuje; tak jak należy się Bogu, a poza Nim nie ma nikogo innego – musimy patrzeć na Niego, abyśmy byli zbawieni.

Oznacza to, że mamy traktować Go w taki sposób, w jaki On uwielbia być traktowany, bo On zaprasza wszystkich, którzy są strudzeni i obciążeni, aby do Niego przyszli, a On da im odpocznienie. Przypuszczanie, że nie może On zbawić w zupełności, oznacza ograniczać Świętego Izraela i kłaść zmazę na Jego moc lub oczerniać kochającego Przyjaciela grzeszników poprzez poddawanie w wątpliwość Jego miłość. W obu przypadkach popełniamy okrutny i bezsensowny grzech przeciwko najczulszym punktom Jego honoru, którymi są Jego zdolność i chęć do zbawienia wszystkich, którzy przychodzą do Boga przez Niego.
Dziecko, które znajduje się w niebezpieczeństwie ognia, po prostu przylega do strażaka i ufa wyłącznie jemu. Nie zadaje ono pytań czy jego ręce są w stanie je ponieść albo czy jego serce jest wystarczając gorliwe, by chciało je uratować, ono po prostu przylega do niego. Żar jest okropny, dym jest oślepiający, ale ono przylega; a jego oswobodziciel szybko niesie je do bezpiecznego miejsca. Z taką samą dziecięcą pewnością przylgnij do Jezusa, który może wynieść cię z niebezpieczeństwa płomieni grzechu.

Tylko Jezus (2 część)

Natura Pana Jezusa Chrystusa powinna dawać nam całkowitą pewność. Ponieważ jest On Bogiem, jest On w stanie zbawić; ponieważ jest On człowiekiem, może w pełni błogosławić ludzi; ponieważ jest On Bogiem i człowiekiem w jednej Majestatycznej Osobie, to spotyka On człowieka w sobie jako swoje stworzenie i Boga w swojej świętości. Drabina jest wystarczająco długa, by sięgać od leżącego na ziemi Jakuba do Jahwe panującego w Niebie. Przynoszenie innej drabiny oznaczałoby przypuszczanie, że nie udało Mu się dosięgnąć tej odległości, a to byłoby dla Niego bardzo poważną zniewagą. Skoro nawet samo dodanie [pozabiblijnych nauk Obj. 22,18 – przyp. tłum.] oznacza ściągnięcie na siebie przekleństwa, to co musi oznaczać próbowanie dodawania czegoś do Jego Osoby? Pamiętaj, że On samemu jest Drogą, a przypuszczanie, że w jakiś sposób musimy dokładać do tej boskiej drogi, oznacza być na tyle aroganckim, by myśleć o dokładaniu do Niego. Precz z takim mniemaniem! Brzydź się tym jak bluźnierstwem, bo w istocie jest to najgorsze bluźnierstwo przeciwko Panu miłości.

Przyjście do Jezusa z opłatą w naszych rękach byłoby wielką pychą, nawet gdybyśmy mieli jakąś opłatę, którą moglibyśmy przynieść. Czego On od nas potrzebuje? Co moglibyśmy Mu przynieść, gdyby On czegoś potrzebował? Czy sprzedałby bezcenne błogosławieństwa naszego odkupienia?  Czy to, co uczynił w krwi swojego serca miałby wymienić z nami na nasze łzy, przysięgi albo na ceremonialne obrzędy, uczucia i uczynki? Nie możemy Go zredukować do targowiska: On daje za darmo, jak przystoi Jego królewskiej miłości; ale ten, który oferuje Mu zapłatę, nie zna Tego, z którym ma do czynienia, ani nie wie jak poważnie rozpala gniew Jego Ducha. Grzesznicy przychodzący z pustymi rękoma mogą otrzymać to, czego chcą. Wszystko, czego tylko mogą zechcieć, znajduje się w Jezusie, a obdarowuje On tych, którzy Go proszą; ale musimy wierzyć, że jest On wszystkim we wszystkim i nie możemy ważyć się by wyszeptać jakieś słowo, uskarżając się na to, co On ukończył albo próbować dopełnić to, co On nam daje jako niezasługującym grzesznikom.

Powodem, dla którego możemy mieć nadzieję na przebaczenie grzechu i na życie wieczne przez wiarę w Pana Jezusa, jest to, że Bóg tak zarządził. Oznajmił On w ewangelii, że zbawi wszystkich, którzy prawdziwie ufają w Pana Jezusa i nigdy nie wycofa się z tej obietnicy. Ma On takie upodobanie w swoim jednorodzonym Synu, że podobają Mu się wszyscy, którzy chwytają się Go jako ich jedynej i wyłącznej nadziei. Wielki Bóg sprawuje zbawienie dla wszystkich, którzy szukają tego zbawienia u Odkupiciela, który oddał za nich życie. Ze względu na cześć swojego Syna nie pozwoli On człowiekowi, który ufa w Niego, na bycie zawstydzonym. „Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim” [Jana 3,36]; bo odwiecznie żyjący Bóg wziął Go do Siebie i dał Mu być uczestnikiem Jego życia. Jeśli wyłącznie Jezus będzie twoją nadzieją, to nie musisz się bać tego czy będziesz ostatecznie zbawionym, zarówno teraz jak i w dzień Jego przyjścia.
Kiedy człowiek powierza się Bogu, następuje moment połączenia między nim a Bogiem i połączenie to gwarantuje błogosławieństwo. Wiara zbawia nas ponieważ sprawia ona, że przylegamy do Jezusa Chrystusa i jest On jedno z Bogiem, a zatem przywodzi nas do łączności z Bogiem. Usłyszałem, że lata temu wywróciła się łódź w pobliżu wodospadu Niagara i dwóch mężczyzn zostało poniesionych przez prąd, a osobom na brzegu udało się dorzucić do nich linę i lina ta została pochwycona przez obydwu z nich. Jeden z nich trzymał się jej mocno i został bezpiecznie przyciągnięty do brzegu; ale drugi, ujrzawszy wielką kłodę płynącą w pobliżu, niemądrze puścił linę i uchwycił się tego wielkiego kawałka drzewa, bo była to większa rzecz od liny i wydawała mu się lepszym przedmiotem do uchwycenia się. Niestety! Kłoda z mężczyzną popłynęła w wielką przepaść, ponieważ nie było żadnego połączenia pomiędzy drewnem a brzegiem. Rozmiar kłody nie przyniósł żadnej korzyści dla tego, który się jej uchwycił; musiałaby być połączona z brzegiem, by zapewnić bezpieczeństwo. Tak więc, kiedy człowiek ufa we własne uczynki albo w swoje modlitwy, albo ofiarowane datki, albo w sakramenty, albo w cokolwiek z tego typu rzeczy, to nie będzie zbawiony, ponieważ nie ma połączenia pomiędzy nim a Bogiem poprzez Jezusa Chrystusa; ale wiara, chociaż może wydawać się cienkim sznurkiem, to jest to sznurek w rękach wielkiego Boga, który jest po drugiej stronie brzegu, a nieskończona moc ciągnie linę łączności, a zatem wyciąga człowieka ze zniszczenia. O, błogosławieństwo wiary, ponieważ łączy nas ona z Bogiem przez Zbawiciela, którego On wyznaczył, to jest Jezusa Chrystusa! O, czyż nie jest to mądrym sposobem? Przemyśl to, a wkrótce może zaistnieć połączenie pomiędzy tobą a Bogiem, poprzez wiarę w Jezusa Chrystusa!

Osobista Wiara w Jezusa (1)

Istnieje ohydna tendencja wśród ludzi polegająca na tym, że zostawiają Chrystusa poza ewangelią. Równie dobrze można nie dodać mąki do wypieku chleba. Ludzie słyszą jak wyjaśnia się sposób zbawienia i uznają go za biblijny, ale zapominają o tym, że plan ten jest bezużyteczny, jeżeli nie jest on przeprowadzony oraz że ich osobista wiara w Pana Jezusa jest niezbędna do zbawienia. Droga do Yorku nie przywiedzie mnie do niego, muszę nią osobiście przejść. Cała poprawna nauka, w którą człowiek uwierzył, nie zbawi go, dopóki osobiście nie położy on swojej ufności w Panu Jezusie.

Pan MacDonald zapytał mieszkańców wyspy św. Kildy o to w jaki sposób człowiek zostaje zbawiony. Pewien starszy człowiek odpowiedział: – Będziemy zbawieni, kiedy się upamiętamy i porzucimy nasze grzechy i zwrócimy się do Boga. – Tak – odpowiedziała kobieta w średnim wieku – i jeśli będziemy mieli szczere serce. – Racja – dołączył się trzeci – i z modlitwą. I… – dodał czwarty – …musi to być modlitwa z serca. – I musimy być gorliwi – powiedział piąty – w przestrzeganiu przykazań. Po tym jak każdy dodał swój okruszek, a ludzie myśleli, że każde przyzwoite wyznanie zostało wypowiedziane, wszyscy spojrzeli na kaznodzieję oczekując na wyrażanie jego aprobaty; ale wzbudzili w nim tylko najgłębsze politowanie: musiał on zacząć wszystko od początku i głosić im Chrystusa. Cielesny umysł zawsze rysuje sobie drogę, którą własne mniemanie może sobie wypracować, by stać się wielkim; ale droga Pana jest całkowicie przeciwna.

Pan Jezus Chrystus ujmuje to bardzo zwięźle w ew. Marka 16,16 „Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony”. Uwierzenie i ochrzczenie się nie są kwestiami zasług, z których można się chlubić; są to tak proste rzeczy, że chełpienie się odpada, a darmowa łaska otrzymuje palmę pierwszeństwa. Sposób zbawienia został tak wybrany, aby mogło być widoczne, że jest ono wyłącznie z łaski. Możliwe, że czytelnik jest niezbawiony: jaki jest tego powód? Czy myślisz, że sposób zbawienia przedstawiony w wersecie powyżej jest wątpliwy? Czy obawiasz się, że mógłbyś być niezbawiony gdybyś za nim poszedł? Jak to może się stać, skoro Bóg poręczył swoim własnym Słowem pewność tej drogi? Jak może zawieść to, co jest nakazane przez Boga i odnośnie czego Bóg daje obietnicę? Myślisz, że jest to bardzo proste? Dlaczego więc nie pójdziesz za tym? Ta prostota w sposobie nie daje możliwości wymówki tym, którzy odrzucają tę drogę.

Uwierzyć oznacza zaufać albo oprzeć się na Chrystusie Jezusie; innymi słowy, porzucić swoje poleganie na sobie, aby polegać na Panu Jezusie. Ochrzcić się oznacza podporządkować się obrzędowi, który Pan wypełnił w rzece Jordan, do którego podporządkowali się nawróceni w dniu Pięćdziesiątnicy, do którego podporządkował się dozorca więzienny w noc swojego nawrócenia. Jest to zewnętrzne wyznanie, które zawsze powinno iść w parze z wewnętrzną wiarą. Zewnętrzny znak nie zbawia; ale przedstawia nam naszą śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie w Jezusie, i tak samo jak wieczerza Pańska, nie powinno się zaniedbywać tego obrzędu.

Całym sednem jest uwierzenie w Jezusa oraz wyznawanie wiary. Czy wierzysz w Jezusa? A więc, drogi przyjacielu, oddal swoje lęki; będziesz zbawiony. Czy jesteś wciąż niewierzący? A więc pamiętaj, że są tylko jedne drzwi, i jeśli przez nie wejdziesz, to musisz zginąć w swoich grzechach. Drzwi tam są; ale jeśli przez nie wchodzisz, to jaki masz z nich pożytek? Niezbędną rzeczą jest to, że masz być posłuszny nakazowi ewangelii. Nic nie może cię zbawić, jeżeli nie słyszysz głosu Jezusa i nie przyjmujesz Jego zaproszenia w rzeczywistości i w prawdzie. Przemyśliwanie i analizowanie nie dadzą rozwiązania; musisz przyjść do rzeczywistej rzeczy; bo tylko jeśli rzeczywiście uwierzysz, będziesz prawdziwie żył dla Boga.

Osobista Wiara w Jezusa (2)

Usłyszałem o przyjacielu, który głęboko pragnął mieć udział w nawróceniu młodego człowieka, i ktoś powiedział mu: „Możesz do niego pójść i porozmawiać z nim, ale nie pomożesz mu, bo jest on niezwykle dobrze zaznajomiony z planem zbawienia”. I dokładnie tak było. Kiedy nasz przyjaciel zaczął mówić, otrzymał taką odpowiedź: „Bardzo ci dziękuję, że zechciałeś ze mną porozmawiać, ale myślę, że nie masz mi wiele do powiedzenia, ponieważ już od dawna znam i podziwiam plan zbawienia przez zastępczą ofiarę Chrystusa”.

Niestety! Spoczywał on w planie, ale nie wierzył w Osobę. Plan zbawienia jest najbardziej błogosławiony, ale nie przyniesie nam żadnego pożytku, jeżeli osobiście nie uwierzymy w Pana Jezusa Chrystusa. Czym jest dobro planu ubierania się, jeśli nie masz nawet kawałka szmaty, aby się przykryć? Czy słyszałeś o dowódcy Arabów w Kairze, który był bardzo chory? Poszedł on do misjonarza i zapytał go czy może dać mu receptę. Wziął tę receptę i gdy spotkali się tydzień później, zdrowie Araba wcale się nie poprawiło. – Czy wziąłeś moją receptę? – zapytał misjonarz. – Tak i zjadłem ją w całości.

Wyobrażał sobie, że wyleczy się przez połknięcie pisma lekarza, co mogę nazwać planem lekarstwa. Powinien był wziąć receptę i mogłaby być ona pomocna, jeśli wziąłby również lek – połknięcie recepty nie mogło mu pomóc. Tak samo jest ze zbawieniem – to nie plan zbawienia może zbawić, to przeprowadzenie tego planu przez Pana Jezusa w Jego śmierci za nas i nasza akceptacja tego dzieła może to uczynić. Według żydowskiego prawa osoba składająca ofiarę przynosiła byka i kładła na niego swoje ręce: to nie było marzenie albo teoria, albo plan.

W zwierzęciu przeznaczonym na ofiarę widział coś namacalnego, coś co mógł uchwycić i dotknąć – tak samo i my opieramy się na rzeczywistym i prawdziwym dziele Jezusa, najbardziej doświadczalnej rzeczy pod Niebem. Przychodzimy do Pana Jezusa przez wiarę i mówimy: „Bóg dostarczył tutaj zadośćuczynienie – akceptuję je. Wierzę w fakt dokonany na krzyżu, jestem pewien, że grzech został usunięty przez Chrystusa, a ja spoczywam w Jego ramionach”. Jeśli chcesz być zbawiony, musisz wyjść poza akceptację planów i doktryn, a przejść do spoczywania w boskiej Osobie i ukończonym dziele Pana Jezusa Chrystusa. Drogi czytelniku, czy chcesz mieć teraz Chrystusa?

Jezus zaprasza wszystkich, którzy są „spracowani i obciążeni”, aby przyszli do Niego, a On „da im ukojenie” [Mateusza 11,28]. On nie obiecuje tego tym, którzy tylko marzą o Nim. Oni muszą przyjść i muszą przyjść do Niego, a nie tylko do Kościoła, do chrztu, czy do ortodoksyjnej wiary albo do czegokolwiek innego niż do Jego boskiej osoby.

Kiedy wąż miedziany został wywyższony na pustyni, ludzie nie mieli patrzeć na Mojżesza ani na Przybytek Mojżeszowy, ani na słup chmur, ale tylko na miedzianego węża. Patrzenie nie było wystarczające, jeżeli nie patrzono na właściwy obiekt: a obiekt nie wystarczał, jeżeli na niego nie patrzono. Samo posiadanie wiedzy o wężu z brązu nie było wystarczające; każdy z osobna musiał patrzeć na niego osobiście. Kiedy człowiek jest chory, może mieć dużą wiedzę o leku, ale może on umrzeć, jeżeli nie weźmie uzdrawiającego leku. Musimy przyjąć Jezusa: „Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi” [Jana 1,12]. Podkreślmy dwa słowa: Musimy otrzymać GO i musimy OTRZYMAĆ Go.

Musimy otworzyć drzwi na oścież i zaprosić Chrystusa Jezusa do środka, bo „Chrystus w was jest nadzieją chwały” [Kolosan 1,27]. Chrystus nie może być żadnym mitem, żadnym marzeniem, żadną zjawą dla nas, ale rzeczywistym Człowiekiem i prawdziwym Bogiem; a nasze przyjęcie Go nie może być wymuszoną i udawaną akceptacją, ale płynącą z serca radosną zgodą oraz uznaniem naszej duszy, że On będzie wszystkim w naszym zbawieniu. Czy nie przyjdziemy do Niego od razu, by uczynić Go naszą wyłączną ufnością?

Osobista Wiara w Jezusa (Część 3)

Gołąb jest ścigany przez jastrzębia i jest on w śmiertelnym niebezpieczeństwie ze strony swego niestrudzonego wroga. Nauczył się on, że jest dla niego schronienie w szczelinie skalnej i pędzi do niej na szczęśliwych skrzydłach. Kiedy zostanie całkowicie schroniony w środku swojej szczeliny, nie będzie się już obawiał żadnego drapieżnika. Ale gdyby nie schronił się w skale, zostałby pochwycony przez niego. Skała byłaby bezużyteczna dla gołębia, jeśli nie wszedłby do szczeliny. Całe ciało musi być ukryte w skale. Co z tego, że dziesięć tysięcy ptaków znalazło tam twierdzę – nie ocaliłoby to gołębia ściganego przez jastrzębia! Musi on całkowicie schronić się w skale, schować się w niej albo jego życie zostanie zniszczone przez niszczyciela.
Cóż za dobry przykład wiary! Jest to wchodzenie do Jezusa, ukrycie się w Jego ranach.

Skało Wieków rozszczepiona dla mnie
Pozwól mi ukryć się w Tobie

Gołąb jest poza zasięgiem wzroku: tylko skała jest widoczna. Tak samo dusza, która jest przynaglona przez poczucie winy, pędzi do przebitego boku Jezusa przez wiarę, gdzie znajduje w Nim schronienie poza zasięgiem wzroku odwetowej sprawiedliwości. Ale musi istnieć również osobiste przyjęcie Jezusa jako swojego schronienia, a jest to przez tak wielu odkładane z dnia na dzień, aż istnieje obawa, że „pomrą w swoich grzechach”. Co za okropne słowo! Są to słowa wypowiedziane przez naszego Pana do niewierzących Żydów – i mówi On do nas to samo, w tej godzinie: „Jeśli bowiem nie uwierzycie, że to Ja jestem, pomrzecie w swoich grzechach” [Jana 8:24]. Drżenie serca wywołuje myśl, że nawet osoba, która czyta te słowa, również może być w tym żałosnym towarzystwie i zginąć.

Pewnego dnia widziałem nadzwyczajny obraz, który posłuży mi do zilustrowania sposobu zbawienia przez wiarę w Jezusa. Człowiek popełnił przestępstwo, za które musi umrzeć, ale wydarzyło się to w dawnych czasach, kiedy to kościoły uważane były za sanktuaria w których kryminaliści mogli się ukryć i przez to uniknąć śmierci. Spójrz na przestępcę! On pędzi w kierunku kościoła, straże ścigają go z wyciągniętymi mieczami, gotowymi na przelanie krwi! Oni ścigają go do samych kościelnych drzwi. Wbiega on po schodach i jak już mają go doścignąć i pociąć na kawałki na progu kościoła, nagle wychodzi biskup i podnosząc krzyż woła: „Stójcie, stójcie! Nie splamcie krwią wejścia do domu Bożego! Odsuńcie się!” Okrutni żołnierze od razu respektują emblemat i odchodzą, podczas gdy biedny uciekinier kryje się za szatami biskupa.

Tak samo jest z Chrystusem. Winny grzesznik ucieka prosto do Jezusa, i chociaż Sprawiedliwość go ściga, Chrystus podnosi swoje zranione ręce i krzyczy do Sprawiedliwości: „Stój! Ja go chronię; ukrywam go w tajemnym miejscu Mojego przybytku; nie pozwolę mu na to, by zginął; bo pokłada on swoją ufność we Mnie”. Grzeszniku, uciekaj do Chrystusa! Ale ty odpowiadasz: „Jestem zbyt podły”. Im bardziej podły jesteś, tym bardziej będziesz Go honorował przez uwierzenie, że jest On w stanie cię ochronić. „Ale jestem tak wielkim grzesznikiem”. Zatem będzie dane Mu więcej honoru, jeśli będziesz miał wiarę, aby Mu się powierzyć będąc tak wielkim grzesznikiem. Jeśli masz małą chorobę i mówisz swojemu lekarzowi: „Proszę pana, jestem całkiem pewien pańskich umiejętności, że może pan mnie wyleczyć”, to taka deklaracja zawiera niewielki komplement.

Każdy może wyleczyć ból palca albo drobną chorobę. Ale jeśli cierpisz z powodu chorób, które poważnie cię dręczą, i mówisz: „Proszę pana, nie poszukuję lepszego lekarza – nie będę pytał kogo innego o poradę, ale tylko pana, ufam panu z radością” – jakiż honor mu nadałeś stwierdzając, że możesz powierzyć swoje życie w jego ręce, kiedy jesteś w tak ekstremalnym i bezpośrednim niebezpieczeństwie!

Uczyń to samo z Chrystusem – powierz swoją duszę Jego trosce: czyń to rozmyślnie i bez powątpiewania. Odważ się porzucić wszelkie inne nadzieje: zaryzykuj wszystko na Jezusa. Mówię „zaryzykuj” chociaż nie ma w tym nic naprawdę ryzykownego – bo On chce i może cię zbawić. Zrzuć się po prostu na Jezusa: nie pozwól, żeby coś oprócz wiary było w twojej duszy względem Jezusa. Uwierz Mu i zaufaj Mu, a nigdy nie będziesz zawstydzony przez swoją pewność. Dlatego napisane jest w Piśmie: „kto weń wierzy, nie zawiedzie się” [1 Piotra 2,6].

Wiara Bardzo Prosta (1)

Dla wielu wiara wygląda na trudną rzecz. Prawdą jest to, że tylko dlatego jest to trudne, że jest to łatwe. Dla Naamana trudne było to, że musiał obmyć się w Jordanie, ale jeśli miałby do zrobienia jakąś wielką rzecz, z radością uczyniłby ją od razu. Ludzie myślą, że zbawienie musi być rezultatem jakiegoś działania lub uczucia, bardzo mistycznego i bardzo trudnego; ale „myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje – mówi Pan” [Izajasza 55,8]. Aby niedorozwinięty i najbardziej otępiały człowiek mógł zostać zbawiony, Bóg zaprojektował drogę zbawienia tak prostą jak A, B, C. Nie ma tu żadnej łamigłówki dla nikogo, a ludzie oczekują, że ma być to trudne i dlatego są zaskoczeni, kiedy uświadamiają sobie, iż jest to tak niezmiernie proste.
Po prostu nie wierzymy, że Bóg ma na myśli to, co mówi, zachowujemy się tak, jakby to mogło być nieprawdziwe.

Słyszałem o nauczycielu szkółki niedzielnej, który zrobił pewien eksperyment. Nie polecam próbować go na dzieciach, bo może okazać się to bardzo kosztowne. Otóż nauczyciel ten próbował zilustrować czym jest wiara, ale chłopcy nie mogli go zrozumieć. Zdjął więc zegarek i powiedział:

– „Janek, dam ci zegarek, weźmiesz go?” Janek zaczął myśleć o co mogło chodzić nauczycielowi i nie pochwycił skarbu. Nauczyciel powiedział do następnego chłopca: – „Heniek, tutaj jest zegarek. Weźmiesz go?” Chłopiec z bardzo odpowiednią skromnością odpowiedział: – „Nie, dziękuję panu”. Nauczyciel dawał swoją ofertę innym dzieciom z tym samym rezultatem; aż jeden młodzik, który nie był tak mądry i rozważny jak inni, ale raczej bardziej dowierzający, powiedział w najbardziej naturalny sposób: „Dziękuję panu” i włożył zegarek do swojej kieszeni. Wtedy inni chłopcy zbudzili się do wstrząsającego faktu: ich towarzysz otrzymał zegarek, którego oni odmówili.
Jeden z chłopców szybko zapytał nauczyciela: – „Czy ten zegarek będzie już jego?” – „Oczywiście, że tak” – odpowiedział nauczyciel. – „Zapytałem go czy weźmie i on go wziął. Nie dałbym mu rzeczy, aby ją potem zabrać: to byłoby bardzo głupie. Położyłem zegarek przed wami, i powiedziałem, że dam go wam, ale nikt z was nie chciał go wziąć”. – „O!” – powiedział chłopiec – gdybym wiedział, że o to panu chodziło, to bym go wziął.

Oczywiście, że by to zrobił. On myślał, że była to tylko scenka i nic więcej. Wszyscy inni chłopcy byli w przerażającym stanie umysłu myśląc o tym, że utracili zegarek. Każdy z nich krzyczał: „Proszę pana, ja nie wiedziałem, że o to panu chodziło, myślałem, że…”. Nikt nie wziął daru, ale każdy myślał.

Każdy miał swoją teorię, oprócz prostodusznego chłopca, który wierzył w to, co mu powiedziano i dlatego dostał zegarek. Chciałbym zawsze móc być takim prostym chłopcem w wierzeniu w to, co mówi Pan i brać to, co kładzie On przede mną, i mieć całkowite zadowolenie z tego, że On nie gra ze mną oraz że nie mogę mylić się w akceptowaniu tego, co kładzie przede mną w ewangelii. Bylibyśmy szczęśliwi, gdybyśmy zaufali i nie zadawali żadnych pytań. Ale niestety! będziemy przemyśliwać i wątpić. Kiedy Pan podnosi swojego drogiego Syna przed grzesznikiem, grzesznik ten powinien wziąć Go bez ociągania się. Jeśli weźmiesz Go, to będziesz Go miał – i nikt nie będzie mógł zabrać ci Go od ciebie. Wyciągnij swoją rękę człowieku i weź Go natychmiast!

Wiara Bardzo Prosta (2)

Kiedy poszukujący akceptują Biblię jako prawdziwe Słowo Boże i widzą, że Jezus naprawdę jest dany wszystkim tym, którzy Mu ufają, cała trudność zrozumienia drogi zbawienia znika jak poranny szron o wschodzie słońca.

Dwie poszukujące kobiety przyszły pewnego razu do mojego biura. Słuchały one ode mnie ewangelii tylko przez krótki okres, ale były pod wielkim wrażeniem. Wyraziły swój żal, że mają niedługo odjechać w odległe miejsce, ale okazały swoją wdzięczność, że w ogóle mnie słyszały. Ucieszyłem się słysząc ich życzliwe podziękowania, ale były one zatroskane tym, że Bóg powinien efektywnie zadziałać w nich. Dlatego zapytałem ich: – Jak głęboko uwierzyłyście w Pana Jezusa Chrystusa? Czy jesteście zbawione? – Jedna z nich odpowiedziała: – Bardzo próbowałam uwierzyć. – Często słyszę to oświadczenie, ale nigdy nie pozwalam na odejście bez dalszych dociekań. – Nie – odparłem – to nie wystarczy. – Czy kiedykolwiek powiedziałaś swojemu ojcu, że próbowałaś mu wierzyć?

Po tym jak przez chwilę mówiłem na ten temat, przyznały one, że taki język byłby obrazą dla ich ojca. Wtedy wyłożyłem ewangelię bardzo jasno, najprościej jak mogłem i błagałem je, aby uwierzyły w Jezusa, który bardziej godzien jest wiary niż najlepszy z ojców. Jedna z nich odpowiedziała: – Nie wiem czy jestem zbawiona. – Wtedy kontynuowałem: – Bóg niesie świadectwo swojego Syna, że ktokolwiek ufa w Jego Syna, jest zbawiony. Czy uczynisz teraz z Niego kłamcę, czy też może uwierzysz Jego Słowu? – Kiedy to powiedziałem, jedna z nich stała się jakby zdziwiona i zaskoczyła nas, kiedy zakrzyczała: – O, proszę pana, ja to wszystko widzę; jestem zbawiona! O, błogosław za mnie Jezusa; On ukazał mi drogę i mnie zbawił! Ja to wszystko widzę.

Pewna poważana siostra, która przyprowadziła te dwie młode przyjaciółki uklękła z nimi na chwilę i z całego serca błogosławiliśmy i wywyższaliśmy Pana za duszę przyprowadzoną do światła. Ale druga z tych dwóch sióstr nie mogła widzieć ewangelii, jak widziała ją druga, chociaż jestem przekonany, że wkrótce to nastąpi. Czy to nie dziwne, że mimo iż obie kobiety słyszą te same słowa, to tylko jedna wychodzi do jasnego światła, a druga pozostaje w mroku? Zmiana, która wychodzi z serca, kiedy zrozumienie pojmuje Ewangelię, często odzwierciedlona jest na twarzy i świeci tam jak światło nieba.

Taka nowo oświecona osoba często wykrzykuje: „Proszę pana, dlaczego jest to takie proste; jak to się stało, że nie widziałem tego wcześniej? Teraz rozumiem wszystko, co przeczytałem w Biblii, chociaż wcześniej nie mogłem jej pojąć”. Prawda zawsze była jasna, ale oni poszukiwali znaków i cudów i dlatego nie mogli dostrzec tego, co jest blisko nich. Starzy ludzie często szukają swoich okularów, kiedy są na ich nosie, i powszechnie wiadomo, że często nie dostrzegamy tego, co jest na wprost przed nami. Chrystus Jezus jest przed naszymi oczami, a my mamy tylko patrzeć na Niego i żyć; ale my czynimy z tego wszelki rodzaj zamętu i w ten sposób tworzymy labirynt z tego, co jest jasne jak słońce.

Ta historia z dwoma siostrami przypomina mi o innym wydarzeniu. Pewna bardzo poważana przyjaciółka przyszła do mnie pewnej niedzieli po nabożeństwie, aby przywitać się ze mną: – Bo – powiedziała – miałam pięćdziesiąte urodziny tego samego dnia co pan, ale jestem całkowitym przeciwieństwem pana, jeśli chodzi o lepsze rzeczy. – Zrobiłem spostrzeżenie: – A więc musisz być bardzo dobrą kobietą, bo w wielu rzeczach życzyłbym sobie, bym był przeciwieństwem tego, czym jestem. – Nie, nie – odpowiedziała – nie miałam na myśli niczego podobnego: ja wcale nie jestem w porządku. – Co? – zakrzyczałem – nie jesteś wierzącą w Pana Jezusa? – Cóż – odpowiedziała – ja, ja będę próbowała nią być. Pochwyciłem ją za rękę i powiedziałem: – Moja droga duszo, ty nie zamierzasz mi powiedzieć, że będziesz próbować uwierzyć mojemu Panu Jezusowi! Nie mogę tego od ciebie usłyszeć. To oznacza czystą niewiarę. Co ci On takiego uczynił, że możesz mówić o Nim w ten sposób?

Czy powiedziałabyś mi, że będziesz próbowała mi uwierzyć? Wiem, że nie traktowałabyś mnie tak nieuprzejmie. Myślisz, że jestem szczerym człowiekiem, a więc od razu mi wierzysz; i zaprawdę, nie możesz mniej wierzyć mojemu Panu Jezusowi. – Wtedy zawołała: – O, niech się pan za mnie modli! – Na co odpowiedziałem: – Myślę, że nie mogę niczego takiego dla ciebie zrobić. O co mogę poprosić Pana Jezusa, aby uczynił dla kogoś, kto nie będzie Mu ufał? Nie widzę u ciebie nic, o co można by było się modlić. Jeśli Mu uwierzysz, będziesz zbawiona, a jeśli nie będziesz Mu wierzyć, to nie mogę poprosić Go, aby wynalazł nowy sposób wynagradzania twojej niewiary.

Wtedy ponownie mi odpowiedziała: – Będę próbować uwierzyć; ale ja powiedziałem jej, że takie próbowanie nie ma sensu, bo przesłanie od Pana nie wspominało o „próbowaniu”. Powiedziałem jej: „Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiona” [Dzieje 16,31]. Kontynuowałem rozmowę wykładając jej tę wielką prawdę, że „Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego” [Jana 3,18]. Przekonywałem ją do pełnego uwierzenia w Ukrzyżowanego, ale teraz zasiadającego w niebie Pana, a Duch Święty uzdolnił ją do tego zaufania podczas naszej rozmowy. Ona najdelikatniej powiedziała: – O, proszę pana, ja do tej pory patrzyłam na moje uczucia i to był mój błąd! Teraz ufam moją duszą w Jezusa i jestem zbawiona. Ona znalazła natychmiastowy pokój poprzez uwierzenie. Nie ma innej drogi.

Wiara Bardzo Prosta (część 3)

Bóg upodobał sobie uczynić konieczności życia bardzo prostymi kwestiami. Musimy jeść – i nawet ślepy człowiek potrafi odnaleźć drogę do swoich ust. Musimy pić – i nawet najmniejsze niemowlę wie jak to czynić bez uczenia go. Na ziemiach Sierocińca Stockwell znajduje się fontanna i kiedy jest ona czynna podczas upałów, chłopcy idą tam odruchowo. Nie dajemy im lekcji, aby uczyć ich korzystania z fontanny. Wielu biednych chłopców przyszło do Sierocińca, ale jeszcze nie było takiego, który nie wiedziałby w jaki sposób się pije. Tak samo jest z rzeczami duchowymi – wiara jest tym, czym jest jedzenie i picie w doczesnych rzeczach. Ustami wiary przyjmujemy błogosławieństwa łaski dla naszej duchowej natury i są one nasze. Dlaczego zatem nie możesz uwierzyć, ale myślisz, że nie możesz tego uczynić? Czyż nie widzisz, że tak samo jak nawet najsłabszy z ludzi może pić, tak samo i my możemy przyjąć Jezusa bez wysiłku, a jedynie przez zaakceptowanie Go otrzymujemy moc na podejmowanie wszelkich wysiłków, do jakich możemy zostać powołani?

Wiara jest tak prostą kwestią, że kiedykolwiek próbuję ją wyjaśnić, obawiam się żebym nie zaciemnił przypadkiem jej prostoty. Kiedy Thomas Scott wydrukował swoje komentarze do Wędrówki Pielgrzyma, zapytał jednej ze swoich parafianek o to, czy zrozumiała tę książkę. Taka była jej odpowiedź: – Rozumiem pana Bunyana wystarczająco dobrze i mam nadzieję, że pewnego dnia, dzięki Bożej łasce, będę mogła zrozumieć twoje wyjaśnienia. Czy nie powinienem czuć się upokorzony, gdyby mój czytelnik wiedział czym jest wiara, a następnie coś by mu się pogmatwało przez moje wyjaśnienia? Jednak spróbuję jeszcze raz ją wyjaśnić i modlę się, aby Pan uczynił to jasnym.

Usłyszałem, że na pewnej górskiej drodze prowadzono dysputy o tym kto ma do niej prawo. Właściciel zabiegał o zachowanie swojego zwierzchnictwa i jednocześnie nie chciał sprawić niewygody dla społeczeństwa – stąd wzięły się postanowienia, które spowodowały następujący incydent. Widząc słodką wiejską dziewczynkę stojącą u bramy, pewien turysta podszedł do niej i zaoferował jej szylinga, aby pozwoliła mu przejść. – Nie, nie – powiedziało dziecko – nie mogę nic od pana wziąć; musi pan po prostu powiedzieć: – Proszę, pozwól mi przejść – i wtedy będzie pan mógł przejść. Trzeba było poprosić o pozwolenie; ale można było je dostać. Tak samo życie wieczne jest darmowe i można je dostać – tak – dostanie się je przez zaufanie Słowu, które nie może kłamać. Zaufaj Chrystusowi i przez tę ufność pochwycisz zbawienie i życie wieczne. Nie filozofuj. Nie siadaj i nie troskaj swojej biednej głowy. Zaufaj Mu tak, jak powierzasz swoje pieniądze bankierowi albo swoje zdrowie lekarzowi.

Wiara przestanie wydawać się czymś trudnym – nie powinna tak wyglądać – ponieważ jest ona prosta. Wiara jest ufaniem, zupełnym ufaniem w osobę, dzieło, zasługę i moc Syna Bożego. Niektórzy myślą, że ufanie to jest romantyczną sprawą, ale w rzeczywistości jest to najprostsza rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Prawdy, które niegdyś były trudne do uwierzenia, teraz są faktami, w które już nie możemy wątpić. Jeśli jeden z naszych pradziadków miałby powstać z grobu i przyjść do obecnego stanu cywilizacji – cóż za wielką ufność musiałby mieć! – Gdzie jest krzesiwo i stal? – Chcę ognia – a my dalibyśmy mu małe pudełko z malutkimi kawałkami drewna w środku i powiedzielibyśmy mu, aby potarł jedną z nich o pudełko. Musiałby mieć wielką ufność, aby mógł uwierzyć, że w ten sposób powstanie ogień. Następnie powiedzielibyśmy mu: – Teraz, jak masz już ogień, przekręć kurek i zapal gaz. On nic nie widzi. Jak ogień może wychodzić z niewidzialnej mgły? Ale jednak tak właśnie się dzieje.

– Chodź  z nami pradziadku. Usiądź na tym krześle. Spójrz na to pudło przed tobą. Za chwilę ujrzysz swoje podobieństwo. – Nie, dziecko – powiedziałby – to jest niedorzeczne. Błyśnięcie światłem ma uczynić mój portret? Nie mogę w to uwierzyć. – Tak, i będziesz mógł przejechać pięćdziesiąt mil w godzinę bez koni. – On nie uwierzy w to, dopóki nie wejdzie do pociągu. – Mój drogi panie, będziesz mógł mówić do swojego syna w Nowym Jorku, a on ci odpowie po kilku minutach. Czy nie zaskoczylibyśmy starego dżentelmena? Czy chciałby nam całkowicie zaufać? Ale dla nas nie potrzeba wysiłku, aby wierzyć w te rzeczy, ponieważ zapoznaliśmy się z nimi przez własne doświadczenie. Wiara jest bardzo konieczna dla ciebie, który jesteś obcy duchowym rzeczom: wyglądasz na zagubionego, kiedy o nich mówimy. Ale jakże proste jest to dla nas, którzy mamy nowe życie i mamy komunię z duchową rzeczywistością! Mamy Ojca, do którego mówimy, a On nas słyszy i mamy błogosławionego Zbawiciela, który słyszy tęsknoty naszego serca i pomaga nam w naszych zmaganiach z grzechem. Jest to jasne dla tego, który to rozumie. Niech będzie to jasne i dla ciebie!

Obawianie się Uwierzenia (część 1)

Jest to dziwaczny produkt naszej niezdrowej natury – obawianie się uwierzenia. Ale spotkałem się z tym często: tak często, że życzyłbym sobie już więcej tego nie widzieć. Wygląda to jak pokora i próbuje uchodzić za sam szczyt skromności, lecz jest to niesłychanie pyszna rzecz: w rzeczywistości jest to zarozumiałość odgrywająca hipokryzję. Jeśli ludzie baliby się niewierzenia,  byłoby to całkiem sensowne; ale obawianie się zaufania swojemu Bogu jest w najlepszym wypadku absurdem, a w rzeczy samej jest to zwodnicza droga odmawiania czci Panu, któremu jest to należne ze względu na Jego wierność i prawdę.

Jakże bezużyteczna jest pracowitość, która trudzi się w wynajdywaniu powodów, dla których w naszym przypadku Bóg miałby nas nie zbawić! Mamy słowo Boga na dowód tego, że ktokolwiek wierzy w Jezusa, nie zginie, a my szukamy argumentów dlaczego powinniśmy zginąć, gdybyśmy uwierzyli. Jeśli ktoś dałby mi jakąś nieruchomość, z pewnością nie powinienem zadawać pytań dlaczego mi to daje. Jaki byłby cel wynajdywania powodów, dla których nie powinienem zatrzymać swojego własnego domu, czy posiadać jakiejkolwiek części posiadłości, którą używam? Jeśli Panu upodobało się, by mnie zbawił poprzez zasługi swojego drogocennego Syna, to z pewnością mogę być zadowolony z bycia zbawionym w ten właśnie sposób. Jeśli biorę Boga za Jego Słowo, to odpowiedzialność wypełnienia Jego obietnicy nie leży na mnie, ale na Bogu, który uczynił tę obietnicę.

Ale obawiasz się, że możesz nie być jednym z tych, dla których dana była ta obietnica. Nie bądź zaniepokojony tym próżnym podejrzeniem. Żadna dusza nigdy nie przyszła do Jezusa w niewłaściwy sposób. Nikt nie może do Niego przyjść, jeżeli Jezus go nie przyprowadza [Jana 6,37]. Żadna dusza nigdy nie może pochwycić Chrystusa w sposób złodziejski; a ten, który Go ma, ma Go z boskiego prawa; bo Pan daje sam siebie za nas i dla nas; jest to tak darmowe, że każda dusza, która bierze Go, ma również łaskę, aby to uczynić. Jeśli pochwycisz Jezusa za rąbek Jego szaty, bez puszczania Go, to Jego prawość uleci od Niego do ciebie tak pewnie, jak gdyby zawołał cię po imieniu i zaprosił cię do zaufania Mu. Odrzuć wszelki lęk i ufaj Zbawicielowi. Weź Go i przywitaj. Ten, który wierzy w Jezusa, jest jednym z Bożych wybranych.

Czy sugerujesz, że byłoby okropną rzeczą, jeśli miałbyś zaufać Jezusowi i pomimo tego przepaść? Tak właśnie by było. Ale skoro musisz przepaść, jeśli Mu nie zaufasz, ryzyko to w najgorszym przypadku nie jest bardzo wielkie.

Choć może przepadnę, jeśli pójdę;
To postanawiam spróbować;
Bo jeśli będę stał z dala, to wiem,
Że w wieczności przepadnę.

Przypuśćmy, że stoisz w Bagnie Rozterki na zawsze – jakie dobro z tego wyniknie? Z pewnością lepiej byłoby umrzeć zmagając się na Królewskim Szlaku prowadzącym do Niebiańskiego Miasta niż topić się coraz głębiej w bagnie plugawych myśli nieufności! Nie masz nic do stracenia, bo już wszystko straciłeś – dlatego porzuć to wszystko i miej śmiałość uwierzenia w miłosierdzie Boga dla ciebie, nawet dla ciebie.

Obawianie się Uwierzenia (część 2)

Czy słyszałeś o człowieku, który pewnej nocy zgubił się i przyszedł na skraj przepaści (jak mniemał) i w swoim zrozumieniu spadł z klifu? Uchwycił się starego drzewa i wisiał tam trzymając się ze wszystkich sił swojego słabego oparcia. Czuł się przekonany, że gdyby przestał trzymać się drzewa, zostałby zmiażdżony na kawałki przez jakieś okropne skały, które czekały na niego poniżej. I wisiał w ten sposób z potem na swoich brwiach i bólem każdej kończyny. Przeszedł on w desperacki stan gorączki i skrajnego wyczerpania, aż w końcu jego ręce nie mogły go już dłużej utrzymać, puścił swój uchwyt i spadł z drzewa! Spadł – z wysokości około pół metra i upadł na miękkie mchowe podłoże, i leżał na nim cały i zdrowy, doskonale bezpieczny aż do poranka. W ten sam sposób myśli wielu ludzi, którzy tkwią w ciemności swojej ignorancji. Myślą oni, że czeka na nich pewne zniszczenie. Boją się, że jeśli wyznają swój grzech, pozbędą się wszelkiej nadziei w siebie i powierzą się w ręce Boga. Obawiają się porzucić nadzieję, do której przylegają w swojej ignorancji. Jest to próżny strach.

Puść swój uścisk wszystkiego, co nie jest Chrystusem i spadnij. Spadnij z całej twojej ufności w twoje uczynki, modlitwy albo uczucia. Spadnij od razu! Spadnij teraz! Miękkie i bezpieczne będzie podłoże, na które upadniesz. Jezus Chrystus, w swojej miłości, w skuteczności swojej drogocennej krwi, w swojej doskonałej sprawiedliwości, da ci natychmiastowy odpoczynek i pokój. Zaprzestań swojej pewności siebie. Padnij w ramiona Jezusa. Jest to główna część wiary – puszczenie wszystkich innych rzeczy i po prostu opadnięcie na Chrystusa. Nie ma żadnego powodu do lęku: tylko ignorancja powoduje twoje przerażenie tym, co będzie twoim wiecznym bezpieczeństwem. Śmierć cielesnej nadziei jest życiem wiary, a życie wiary jest życiem wiecznym. Niech twoja „ja” umrze, aby Chrystus mógł żyć w tobie.

Ale nieszczęsnym faktem jest to, że nie możemy przyprowadzić ludzi do tego jednego aktu wiary w Jezusa. Oni zrobią wszystko, aby tylko nie pogodzić się ze stratą własnego „ja”. Oni zwalczają wstyd uwierzenia i boją się wiary, jakby była jakimś potworem.

O wy niemądrzy, którzy drżycie: kto was zaczarował? Obawiacie się tego, co może być śmiercią całego waszego strachu i początkiem waszej radości. Dlaczego miałbyś zginąć przez niewierne wybieranie innych dróg zamiast planu zbawienia wyznaczonego przez Boga?

Niestety! Istnieje bardzo wiele dusz mówiących: „Jesteśmy zaproszeni do zaufania Chrystusowi, ale zamiast tego będę regularnie przystępował do środków łaski”. Uczestnicz w publicznym wielbieniu Boga koniecznie, ale nie jako coś co zastępuje wiarę – w przeciwnym razie stanie się to próżną nadzieją. Nakazem jest: „Uwierz i żyj”; uczestnicz w tym, cokolwiek byś robił. „Więc, wezmę do poczytania dobre książki – być może coś na tym skorzystam”. Czytaj dobre książki koniecznie, ale to nie jest ewangelia. Ewangelia brzmi: „Uwierz Panu Jezusowi Chrystusowi, a będziesz zbawiony” [Dzieje 16,31].

Przypuśćmy, że lekarz ma pacjenta pod swoją opieką i mówi do niego: „Masz brać kąpiel o poranku – będzie to bardzo pomocne w kuracji twojej choroby”. Ale człowiek ten zamiast tego bierze o poranku filiżankę herbaty i mówi: „To tak samo mi pomoże, nie mam co do tego wątpliwości”. Co powie lekarz, kiedy zacznie się dopytywać: – Czy postępowałeś według moich zaleceń? – Nie, nie robiłem tego. – A więc nie oczekuj, że będą jakiekolwiek dobre rezultaty z moich wizyt, skoro ty nie zważasz na moje zalecenia. W ten sam sposób i my mówimy do Jezusa Chrystusa, kiedy nie jesteśmy posłuszni Bogu: „Panie, zaprosiłeś mnie do zaufania Tobie, ale ja wolę najpierw zrobić coś innego! Panie, ja chcę mieć straszliwe przekonania; ja chcę być przetrząśnięty nad wejściem do piekła; chcę być zmartwiony i zrozpaczony!” Tak, ty chcesz wszystkiego, tylko nie tego, co Jezus przepisuje dla ciebie, a jest tym to, że powinieneś Mu po prostu zaufać.

Niezależnie co odczuwasz, zrzuć się na Niego, aby On mógł cię zbawić i wyłącznie On. „Ale nie jesteś przecież przeciwko modleniu się, czytaniu dobrych książek i tego typu rzeczom?” Ani  trochę nie jestem temu przeciwny – tak samo jak wspomniany przeze mnie lekarz, który nie miał nic przeciwko piciu filiżanki herbaty. Niech pije swoją herbatę; ale nie jako zamiennik brania przepisanej mu kąpieli. A więc niech człowiek się modli: im więcej, tym lepiej. Niech człowiek bada Pismo – ale pamiętaj, że jeśli te rzeczy mają zastąpić prostą wiarę w Chrystusa, dusza zostanie zrujnowana. Uważajcie, żeby nie było powiedziane o żadnym z was przez naszego Pana: „Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie; ale mimo to do mnie przychodzić nie chcecie, aby mieć żywot” [Jana 5,39-40].

Przyjdź do Jezusa przez wiarę – bez Niego zginiesz na zawsze. Czy kiedykolwiek zwróciłeś uwagę na to w jaki sposób drzewo jodłowe zakorzenia się pośród skał, które sprawiają wrażenie, że zasłaniają całą glebę? Wysyła ono mały korzeń w każdą małą szczelinę, którą otwiera; chwyta on nawet gołą skałę, jak gdyby ogromnym ptasim pazurem; trzyma ją mocno i zgina się do ziemi za pomocą setek zakotwiczeń. Często widzieliśmy pewnie zakorzenione drzewa na masach gołych skał. Drogie serce, niech będzie to obraz ciebie. Pochwyć Skałę Wieków i maleńkim korzeniem małej wiary zacznij Go trzymać. Pozwól rosnąć tej maleńkiej macce; a w międzyczasie wyślij następny mały korzeń, aby pochwycić tę samą Skałę. Wrośnij w Niego. Oplącz korzenie twojej natury, włókna twojego serca, wokół Niego. On jest tak darmowy dla ciebie, jak skały są darmowe dla drzewa jodłowego: bądź tak mocno uwiązany do Niego, jak kosodrzewina jest uwiązana do zbocza góry.

Trudność w Sposobie Uwierzenia (Część 1)

Może się zdarzyć, że czytelnik widzi trudność w uwierzeniu. Niech przemyśli następującą rzecz: my nie możemy uwierzyć przez natychmiastowy akt. Stan umysłu, który opisujemy jako wierzący, jest rezultatem następującym po pewnych innych stanach umysłu. Przychodzimy do wiary stopniowo. Może zaistnieć coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia; ale zwykle dochodzimy do wiary stopniowo: stajemy się zainteresowani, rozważamy, słyszymy dowody, jesteśmy przekonani i doprowadzeni do uwierzenia. Jeśli zatem chciałbym uwierzyć, ale z jakiegoś powodu zauważam, że nie mogę osiągnąć wiary, to co mam zrobić? Czy powinienem stać jak jakaś krowa gapiąca się w nową bramę; czy też powinienem, jak istota myśląca, użyć odpowiednich środków? Chciałbym we wszystko uwierzyć, co mam zrobić? Odpowiemy na to pytanie zgodnie z zasadami zdrowego rozsądku.

Jeśli powiedziano by mi, że Sułtan Zanibaru jest dobrym człowiekiem, i byłoby to dla mnie istotne, to myślę, że nie powinienem mieć żadnych trudności, aby w to uwierzyć. Ale jeśli z jakiegoś powodu miałbym co do tego wątpliwości, lecz chciałbym uwierzyć tej nowinie, to jak powinienem postąpić? Czy nie powinienem zdobyć wszelkie informacje o jego majestacie i przez studiowanie gazet i innych dokumentów spróbować dotrzeć do prawdy? Byłoby jeszcze lepiej, gdyby okazało się, że jest on w tym samym kraju – spotkałbym się z nim i mógłbym również porozmawiać z członkami jego dworu oraz z mieszkańcami jego państwa. Korzystanie z tych źródeł informacji bardzo by mi pomogło, aby wyrobić swoje zdanie o tej osobie.

Zważenie dowodu i zdobyta wiedza prowadzi do wiary. Prawdą jest to, że wiara w Jezusa jest darem Boga; ale zazwyczaj On nadaje ją też w zgodzie z prawami umysłu, a zatem jest nam powiedziane, że wiara przychodzi ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Boże [Rzym. 10,17]. Jeśli chcesz uwierzyć w Jezusa, słuchaj o Nim, myśl o Nim, poznawaj Go, a znajdziesz wiarę tryskającą z twojego serca, jak kiełek pszenicy, który przychodzi poprzez mieszankę ciepła oddziałującego na ziarno, które zostało zasiane. Jeśli chciałbym mieć wiarę w pewnego lekarza, powinienem poprosić go o świadectwa jego zabiegów, powinienem chcieć widzieć jego dyplomy, które poświadczałyby jego wiedzę zawodową, i powinienem również chcieć usłyszeć co ma on do powiedzenia na temat pewnych skomplikowanych przypadków. Czyli powinienem zasięgnąć źródeł wiedzy o danym lekarzu, żebym mógł uwierzyć w jego kompetencje.

Niech ważne będzie dla ciebie słuchanie o Jezusie. Setki dusz przychodzą do wiary w Jezusa poprzez posługę, w której przedstawia się Go jasno i stale. Niewielu ludzi słuchających kaznodziejów, których wielkim tematem jest Chrystus ukrzyżowany, pozostaje w niewierze. Nie słuchaj kaznodziejów jakiegokolwiek innego rodzaju. A są tacy. Usłyszałem o jednym, który znalazł kartkę na swojej Biblii leżącej na kazalnicy, na której było napisane: „Proszę pana, wolelibyśmy widzieć Jezusa”. Idź do miejsca wielbiania, by widzieć Jezusa – a jeśli nie możesz usłyszeć nawet wzmianki o Jego imieniu; to przenieś się w inne miejsce, w którym myśli się o Nim więcej, a zatem bardziej prawdopodobne, że jest tam obecny.

Trudność w Sposobie Uwierzenia (Część 2)

Niech ważne będzie dla ciebie czytanie o Panu Jezusie. Księgi Pisma są liliami, pośród których On karmi. Biblia jest oknem, poprzez które możemy patrzeć i widzieć naszego Pana. Stale czytaj historię Jego cierpień i śmierci z pełną poświęcania uwagą, aż Pan sprawi, że wiara sekretnie wejdzie do twojej duszy. Krzyż Chrystusa nie tylko nagradza wiarę, ale płodzi wiarę. Wielu wierzących może powiedzieć:

Kiedy widziałem Cię zranionego, zasmuconego,
Nie oddychającego na tym przeklętym drzewie,
Wkrótce poczułem, że moje serce wierzy
Ty cierpiałeś to za mnie.

Jeśli słuchanie i czytanie nie wystarcza, to celowo nastaw swój umysł, by naprawić ten problem, aż przyniesie to skutek. Albo uwierz, albo poznaj powód, dla którego nie możesz uwierzyć. Przejrzyj tę kwestię najlepiej jak tylko możesz i proś Boga, by pomógł ci dogłębnie zbadać tę kwestię i podejmij szczerą decyzję w jeden sposób lub w drugi. Rozważ kim był Jezus oraz czy Jego Osoba jest godna wiary. Rozważ co On uczynił oraz czy nie jest to dobra podstawa do zaufania Mu.

Rozważaj Go jako umierającego, powstającego z martwych, wstępującego do nieba i zawsze żyjącego, by pośredniczyć za grzesznych chrześcijan; i zobacz czy to nie czyni Go godnym twojego zaufania. Następnie wołaj do Niego i zobacz czy cię nie słyszy. Kiedy Usher chciał się dowiedzieć czy Rutherford rzeczywiście był świętym człowiekiem, jak o nim mówiono, przyszedł do jego domu jako żebrak, otrzymał od niego miejsce do spania i będąc tam słyszał jak człowiek ten przelewał swoje serce przed Panem w nocy. Jeśli chcesz poznać Jezusa, przyjdź do Niego tak blisko, jak tylko możesz przez badanie Jego charakteru i lgnięcie do Jego miłości.

Kiedyś potrzebowałem dowodu, abym mógł uwierzyć w Pana Jezusa; ale teraz znam Go tak dobrze, przez wypróbowanie Go, że potrzebowałbym jakiegoś ogromnego dowodu, abym mógł zacząć w Niego wątpić. Jest teraz dla mnie bardziej naturalne, by Mu ufać niż nie wierzyć: jest to tryumfująca nowa natura; ale nie było tak na początku. Nowością wiary jest to, że z początku jest ona źródłem słabości; ale krok po kroku, ufanie przemienia wiarę w zwyczaj. Doświadczenie dodaje wierze silnego utwierdzenia.

Nie jestem zakłopotany wątpliwościami, ponieważ prawda, której wierzę, sprawiała we mnie cuda. Dzięki niej otrzymałem nowe życie i nadal je posiadam – życie, dla którego niegdyś byłem obcy: i jest to potwierdzenie najdziwniejszej rzeczy. Jestem jak ten dobry człowiek i jego żona, którzy mieszkali w latarni morskiej przez lata. Pewien gość, który przyszedł by zobaczyć latarnię morską, spoglądając z okna na bezgraniczne wody zapytał się dobrej kobiety: „Czy nie obawiasz się, że podczas sztormu wielkie fale uderzają w tą latarnię? Czy nie obawiasz się, że latarnia morska i wszystko co w niej się znajduje, zostaną poniesione przez fale? Jestem pewien, że ja bym się bał ufać sobie będąc w wąskiej wieży pośród wielkiego kłębowiska fal”.

Kobieta odpowiedziała, że taka myśl nigdy u niej nie wystąpiła. Ona żyła tam tak długo, że czuła się tak bezpiecznie, jak kiedy żyła w głębi lądu. A gdy jej mąż został zapytany, czy nie niepokoi się, kiedy wiatr powoduje huragan, odpowiedział: „Tak, niepokoję się tym, żeby dobrze przygotować lampy, aby żadne naczynie nie pękło”. Co do niepokoju o bezpieczeństwo latarni morskiej oraz swojego własnego -miał już to za sobą. Tak samo jest z każdym dojrzałym wierzącym.

Mógł on pokornie odpowiedzieć: Wiem komu uwierzyłem i jestem przekonany, że jest On w stanie dotrzymać to, co powierzyłem Mu do tego dnia [2 Tytusa 1,12]. Niech od teraz nikt nie niepokoi mnie swoimi wątpliwościami i pytaniami: noszę w swojej duszy dowody prawdy oraz mocy Ducha i nie chcę, żeby ktoś z was rozumował przebiegle. Ewangelia jest dla mnie prawdą – mógłbym śmiało zginąć, jeśli nie byłoby to prawdą. Ryzykuję wieczny los mojej duszy na prawdzie ewangelii i wiem, że nie ma w tym żadnego ryzyka. Moją jedyną troską jest trzymać płonące świece, bym mógł przez to być błogosławieństwem dla innych. Niech Pan da mi tylko oliwy, by wystarczyło dla mojej lampy, tak bym mógł dawać promień nad ciemnym i zdradzieckim morzem życia, a będę całkiem zadowolony.

Zakłopotany poszukiwaczu, jeśli tak się stało, że twój pastor i wielu innych, którym dowierzasz, znaleźli doskonały pokój i odpocznienie w ewangelii, to dlaczego ty nie miałbyś tego znaleźć? Czy problem leży w Duchu Pana? Czy Jego słowa nie czynią dobra dla tych, którzy chodzą w prawości? Czy nie spróbujesz samemu otrzymać cnoty posiadanej przez nich?

Najprawdziwsza jest ewangelia, bo Bóg jest jej Autorem. Wierz w nią. Zbawiciel jest w stanie dokonać wszystkiego, bo jest On Synem Bożym. Zaufaj Mu. Najpotężniejsza jest Jego drogocenna krew. Patrz na nią, aby uzyskać przebaczenie. Najbardziej miłujące jest Jego łaskawe serce. Pobiegnij do niego natychmiast.

Zatem wzywam czytelnika do poszukiwania wiary – ale jeśli nie ma do tego chęci – cóż więcej mogę uczynić? Przyprowadziłem konia do wodopoju, ale nie mogę zmusić go, by pił z niego. Pamiętaj jednak, że niewiara jest rozmyślna, kiedy ktoś dostał dowód, ale odmawia ostrożnie go przeegzaminować. Ten, który nie pragnie poznać i zaakceptować tej prawdy, niech sam sobie podziękuje, kiedy umrze z kłamstwem w prawej dłoni. Prawdą jest, że ten, kto wierzy i jest ochrzczony będzie zbawiony – równie prawdziwe jest to, że ten, który nie wierzy, będzie potępiony [Marka 16,16].

Pomocne Przyjrzenie się (część 1)

Aby pomóc osobie poszukującej w odnalezieniu prawdziwej wiary w Jezusa, przypomniałbym jej o dziele Pana Jezusa Chrystusa w przestrzeni, miejscu i na pozycji grzeszników. „Gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie [CHRYSTUS] UMARŁ ZA BEZBOŻNYCH” [Rzym 5,6]. „On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo” [1 P 2,24]. „Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich” [Izj 53,6]. „Gdyż i Chrystus raz za grzechy cierpiał, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was przywieść do Boga” [1 P 3,18].
Czytelniku, zwróć swój wzrok na jedno stwierdzenie w Piśmie. „JEGO RANAMI JESTEŚMY ULECZENI” [Izj 53,5]. Bóg traktuje tutaj grzech jak chorobę i stawia przed nami kosztowne lekarstwo, którego dostarczył.

Proszę cię bardzo uroczyście, byś towarzyszył mi przez kilka minut w swoich rozmyślaniach, kiedy będę mówił ci o ranach Pana Jezusa. Pan postanowił odzyskać nas i dlatego zesłał On swojego jednorodzonego Syna „Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego”, aby mógł On zstąpić na ten świat, przyjąć naszą naturę, żeby nas odkupić. Żył On jako człowiek pośród ludzi i w odpowiednim czasie, po trzydziestu latach posłuszeństwa, przyszedł czas, w którym wyświadczył nam największą z przysług – mianowicie -stanął na naszej pozycji i poniósł „kaźń pokoju naszego” [Izj 53:5 BG].

Poszedł On do Ogrodu Oliwnego i dostąpił tam przedsmaku naszego gorzkiego kielicha, co ujawniło się w postaci wielkich kropli, które z Niego kapały. Poszedł On na dziedziniec Piłata i przed sąd Heroda, i wypił tam napoje bólu i wzgardy w naszej przestrzeni i miejscu. Na koniec wzięli Go na krzyż i przybili Go na śmierć – na śmierć w naszym miejscu. Słowo „rany” [Izj 53:5] zostało użyte, by ukazać Jego cierpienia, zarówno ciała jak i duszy. Cały Chrystus został uczyniony ofiarą za nas – cierpiało całe Jego człowieczeństwo. Jego ciało wraz z Jego umysłem przeszło przez smutek, którego nie da się opisać. Na początku Jego męki, był On w udręce z powodu poważnego cierpienia należnego nam, a z Jego ciała krwawy pot skraplał się tak obficie, że spadał na ziemię. Jest wielką rzadkością, że człowiek poci się krwią. Zaobserwowano jeden lub dwa przypadki takiego pocenia się i po takim poceniu się następował prawie natychmiastowy zgon.

Ale nasz Zbawiciel przeżył – przeżył udrękę, która dla każdego innego człowieka miałaby śmiertelny skutek. Mógł On tutaj otrzeć swoją twarz z tego przerażającego szkarłatu, kiedy żołnierze zaprowadzili Go na dziedziniec arcykapłana. W mroku nocy związali Go i zabrali ze sobą. Szybko zaprowadzili Go do Piłata i Heroda. Ci ubiczowali Go, a żołnierze pluli na Jego twarz, bili Go i włożyli na Jego głowę koronę z cierniów. Biczowanie jest jedną z najokropniejszych tortur, jaka może być zadana przez ludzi o złej woli.

Dawniej hańbą brytyjskiej armii było to, że zadawano brutalne tortury nowym żołnierzom (zwanych kotami). Ale dla Rzymianina okrutność była tak naturalna, że zwykłe karanie było więcej niż brutalne. Rzymski bicz zrobiony był ze ścięgien woła zawiązanych w supły, a w supłach tych umieszczone były ostre fragmenty kości biodrowych owiec – w taki sposób, że za każdym razem jak bicz uderzał w gołe plecy, supły robiły głębokie bruzdy. Nasz Zbawiciel miał wytrzymać srogi ból rzymskiego bicza i nie jest to koniec Jego kary, a tylko wstęp do ukrzyżowania.

Jego prześladowcy dodali do tego bicie i wyrywanie włosów – nie oszczędzili Mu żadnego rodzaju bólu. Chociaż był bardzo osłabiony (co było spowodowane krwawieniem i postem), żołnierze zmusili Go do niesienia krzyża, dopóki ktoś inny nie został do tego zmuszony, żeby ofiara okrutników nie umarła w drodze. Rozebrali Go, powalili na ziemię i przybili do drzewa. Przebyli Jego dłonie i stopy.

Podnieśli drzewo, na którym wisiał, a następnie opuścili je na ziemię, żeby Jego kończyny wyszły ze stawów, zgodnie z lamentem Psalmu 22: „Rozlałem się jak woda i rozłączyły się wszystkie kości moje. Serce moje stało się jak wosk, Roztopiło się we wnętrzu moim. Siła moja wyschła jak skorupa, A język mój przylgnął do podniebienia mego i położyłeś mnie w prochu śmierci” [Psalm 22,15-16].

Wisiał tam jako spektakl dla Boga i ludzi. Ciężar Jego ciała był najpierw podtrzymywany przez Jego stopy, dopóki gwoździe nie przedarły wrażliwych nerwów, następnie ciężar bólu zaczął ciągnąć do Jego rąk i drzeć te czułe części Jego ciała. Jakże mała rana w dłoni spowodowała szczękościsk! Jakże straszna musiała być udręka spowodowana przez to żelazo rozdzierające delikatne części rąk i stóp!
Wszelkie rodzaje bólu skupiły się w Jego torturowanym ciele. Przez cały ten czas Jego wrogowie stali wokół, wskazywali na Niego z pogardą wywalając języki w kpinie, szydząc z Jego modlitw i napawając się Jego cierpieniami. Zakrzyczał On: „Pragnę” [Jana 19,28], „włożywszy więc na pręt hizopu gąbkę nasiąkniętą octem, podali mu do ust. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Wykonało się!” [Jana 19,29-30].
Poniósł On największy przeznaczony dla Niego smutek i dokonał pełnego potwierdzenia słuszności boskiej sprawiedliwości. Następnie skonał. Święci mężowie z dawnych czasów w najbardziej miłujący sposób opowiadali o fizycznych cierpieniach naszego Pana i nie ociągam się, by uczynić to samo, ufając że drżący z przerażenia grzesznicy mogą ujrzeć zbawienie w tych bolesnych ranach Odkupiciela [Izj 53,5].

Pomocne Przyjrzenie się (część 2)

Opisanie fizycznych cierpień naszego Pana nie jest łatwe – przyznaję, że nie udało mi się dostatecznie tego opisać. Ale czymże były cierpienia Jego duszy, które były Jego prawdziwymi cierpieniami? Kto może sobie wyobrazić, a co dopiero wyrazić słowami czym one były? Na początku powiedziałem wam, że pocił się On wielkimi kroplami krwi. Było to spowodowane pracą Jego serca, które parło płyn w kierunku skóry, podczas gdy Jego duch był w okropnym przygnębieniu. Powiedział On: „Smętna jest dusza moja aż do śmierci” [Mat 26,38].

Zdrada Judasza oraz opuszczenie przez dwunastkę – to zasmuciło naszego Pana – ale ciężar naszego grzechu powodował prawdziwy ścisk Jego serca. Nasza wina była tłocznią, która wycisnęła z Niego wilgoć życia. Żaden język nie jest w stanie wypowiedzieć udręki w perspektywie Jego śmierci – o ileż bardziej nie możemy ogarnąć samej śmierci? Kiedy został przybity do krzyża, cierpiał On mękę, jakiej żaden męczennik nigdy nie cierpiał; męczennicy byli tak podtrzymywani przez Boga, że radowali się pośród bólu; ale nasz Odkupiciel został opuszczony przez swojego Ojca, aż zakrzyczał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” [Mat 27,46].

Był to najbardziej gorzki okrzyk ze wszystkich, największa głębia niezmierzonego smutku. Ale było potrzebne, żeby został On opuszczony, ponieważ Bóg musi odwrócić się plecami od grzechu, a zatem również od Tego, który został uczyniony grzechem za nas. Dusza wielkiego Zastępcy cierpiała zgrozę niedoli w miejsce tej zgrozy Piekła, w której to grzesznicy byliby zatopieni, jeśli On nie wziąłby ich grzechu na siebie i nie zostałby uczyniony przekleństwem za nich. Jest napisane: „Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie” [Gal. 3,13] – ale kto wie co oznacza to przekleństwo?

Uzdrowienie za twoje i moje grzechy znajduje się w zastępczych cierpieniach Pana Jezusa Chrystusa i tylko w nich. Rany, które otrzymał Pan Jezus Chrystus [Izajasza 53,5], zostały wymierzone z naszej przyczyny. Czy dopytujesz się: „Czy jest coś, co musimy uczynić, aby usunąć winę grzechu?” Odpowiadam: Nie ma nic, co możesz zrobić w tym celu. Jesteśmy uzdrowieni przez rany Jezusa. Doznał On wszystkich tych ran i nie pozostawił ani jednej dla nas.

„Ale czy nie musimy wierzyć w Niego?” Tak, z pewnością. Jeśli mówię, że jakaś maść leczy, to nie zaprzeczam temu, że potrzebujesz bandaża, który należy przyłożyć do rany. Wiara jest płótnem, które mocuje bandaż pojednania Chrystusa do naszego grzechu. Płótno nie leczy – to maść ma lecznicze działanie. Tak samo wiara nie leczy – a robi to zadośćuczynienie Chrystusa.

„Ale musimy się upamiętać” – krzyczy inny. Z całą pewnością musimy i zrobimy to, bo upamiętanie się jest pierwszym znakiem uzdrowienia; ale rany Jezusa [Izajasza 53,5] uzdrawiają nas, a nie nasze upamiętanie się. Rany te, jeśli są zastosowane do naszego serca, powodują w nas upamiętanie się: nienawidzimy grzechu, ponieważ spowodował on cierpienie Jezusa.

Kiedy zaufasz Jezusowi, że cierpiał On za ciebie, to odkryjesz, że Bóg nigdy nie ukarze cię za przewinienia, za które Jezus umarł. Jego sprawiedliwość nie dopuści do tego, żeby dług został spłacony najpierw przez Poręczyciela, a następnie przez dłużnika. Sprawiedliwość nie może dwukrotnie domagać się rekompensaty: jeśli mój krwawiący Poręczyciel poniósł moją winę, to ja już nie mogę jej nieść. Przez to, że zaakceptowałem Chrystusa Jezusa jako mojego cierpiącego Zastępcę, zaakceptowałem również całkowite anulowanie odpowiedzialności przed sądem. Zostałem potępiony w Osobie Chrystusa i dlatego nie ma już dla mnie potępienia.

Jest to podstawa bezpieczeństwa grzesznika, który wierzy w Jezusa: żyje on, ponieważ Jezus umarł na jego miejscu, w Jego pozycji i jest on zaakceptowany przed Bogiem, ponieważ Jezus został zaakceptowany. Człowiek, dla którego Jezus jest zaakceptowanym Zastępcą, musi zostać uwolniony – nikt nie może go tknąć – jest on czysty. O mój słuchaczu, czy chcesz przyjąć Jezusa Chrystusa jako swojego Zastępcę? Jeśli tak, to jesteś wolny. „Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony” [Jana 3,18] i „jego ranami jesteśmy uleczeni” [Izajasza 53,5].

Prawdziwa Przeszkoda

Chociaż uwierzenie Temu, który nie może kłamać, ani zaufanie Temu, który może zbawić, nie jest wcale trudne samo w sobie, to jednak jest coś, co może spowodować, że stanie się to trudne dla mojego czytelnika. Przeszkoda ta może być tajemnicą, lecz mimo to może być prawdziwa. Drzwi mogą być zamknięte nie przez wielki kamień, który każdy może zobaczyć, ale przez niewidzialną zasuwę, która niezauważenie zamyka zamek. Człowiek może mieć dobre oczy, a mimo tego nie widzieć przedmiotu, ponieważ coś mu go zasłania. Nie mógłbyś widzieć nawet słońca, jeśli chustka do nosa albo zwykły kawałek szmaty nie zostałby przywiązany do twojej twarzy. Och, te bandaże, które ludzie wiążą sobie na własnych oczach!

Jeśli w sercu gromadzony jest słodki grzech, to powstrzyma on duszę przed uchwyceniem się Chrystusa przez wiarę. Pan Jezus przyszedł, aby zbawić nas od grzeszenia – ale jeśli decydujemy się na grzeszenie – Chrystus i nasza dusza nigdy nie będą w zgodzie. Jeśli jakiś człowiek bierze truciznę i zawołano lekarza, by ocalił jego życie, to może mieć on przy sobie skuteczne antidotum, ale jeśli pacjent ten dalej trzyma butelkę trucizny w swoich ustach i dalej pije tę śmiertelną truciznę, to jak może go ocalić? Zbawienie składa się w dużej mierze z oddzielenia grzesznika od jego grzechu, sama natura zbawienia nie pozwala na to, żeby ktoś mógł być zbawiony, podczas gdy kocha on grzech i chętnie w nim żyje. Człowiek nie może stać się biały i stale być czarnym – nie może zostać uzdrowiony i pozostawać chorym. Tak samo też nikt nie może być zbawiony i wciąż być miłośnikiem zła.

Pijak będzie zbawiony przez wierzenie w Chrystusa – to znaczy, że będzie on zbawiony z bycia pijakiem – ale jeśli nadal się upija, nie został on wcale zbawiony i prawdziwie nie uwierzył w Jezusa. Kłamca może zostać zbawiony od kłamania przez wiarę, ale odstawi już kłamanie i będzie zważał na to, by mówić prawdę. Każdy może zrozumieć, że nie da się być zbawionym od bycia kłamcą i nadal kontynuować swój stary styl życia w oszustwie i nieprawdomówności. Osoba, która jest z kimś we wrogości, zostanie zbawiona od tego poczucia wrogości przez wierzenie w Pana Jezusa; ale jeśli wciąż przysięga, że będzie żywić poczucie nienawiści, staje się oczywiste, że wcale nie została od niej zbawiona i równie jasne będzie to, że nigdy prawdziwie nie zaufała Panu Jezusowi w kwestii swojego zbawienia. Najważniejszą kwestią jest bycie uwolnionym z miłości do grzechu – jest to pewny efekt zaufania Zbawicielowi – ale jeśli ten efekt jest tak niepożądany, że jest nawet odrzucony, to cała mowa na temat zaufania Zbawicielowi ku zbawieniu jest próżną opowieścią. Człowiek idzie do portu i pyta, czy może zostać zabrany do Ameryki. Otrzymał tam zapewnienie, że statek jest gotowy, a jedyną rzeczą, jaką musi zrobić, jest wejść na pokład statku, który niebawem przypłynie do Nowego Jorku. Człowiek ten odpowiada: „Ale ja chcę pozostać w swoim domu w Anglii i dbać o swój warsztat przez cały ten czas, gdy będę przemierzał Atlantyk”. Przedstawiciel portu pomyśli, że rozmawia z szaleńcem i odpowie, żeby dał mu spokój i nie tracił jego czasu robiąc z siebie głupka. Udawanie, że zaufałeś Chrystusowi, żeby zbawił cię od grzechu, podczas gdy wciąż jesteś zdeterminowany do trwania w nim, jest kpieniem z Chrystusa. Modlę się mój czytelniku, byś nie był winny takiego świętokradztwa. Niech taki człowiek nigdy nie marzy o tym, że święty Jezus będzie opiekunem nikczemności.

Rozważ drzewo, które jest oplecione bluszczem. Pasożyt ten dusi je, wysysa z niego życie i zabija je. Czy to drzewo może być ocalone? Ogrodnik myśli, że tak. Chce on zrobić wszystko, co w jego mocy. Ale kiedy wziął swoją siekierę i nóż, ktoś powiedział mu, że nie może odciąć bluszczu. Ogrodnik zatem odpowiada: „No nie, nie da się tego zrobić bez odcięcia bluszczu. To właśnie ten bluszcz zabija drzewo, a jeśli chcesz ocalić drzewo, nie możesz ocalić również i bluszczu. Jeśli chcesz, bym ochronił drzewo, musisz pozwolić mi na to, bym usunął tego pasożyta”. Czy to nie jest zdrowy rozsądek? Z pewnością tak. Nie możesz powierzyć drzewa ogrodnikowi, jeśli nie pozwolisz mu odciąć śmiertelnego bluszczu.

Jeśli grzesznik będzie zachowywał swój grzech, musi w nim umrzeć. Jeśli chce zostać uratowany od grzechu, Pan Jezus jest w stanie to uczynić i uczyni to, jeśli powierzysz się Jego opiece. Co jest zatem twoim drogim grzechem? Czy jest to grzech niemoralności? Sam wstyd powinien spowodować, byś go porzucił. Czy jest to miłość świata, strach przed ludźmi albo miłowanie nieuczciwych zysków? Z pewnością upodobanie sobie w tych grzechach nie pozwoli ci na pojednanie się z Bogiem. Czy jest to ludzka miłość, która pożera twoje serce niczym złośliwy nowotwór? Czy jakiekolwiek stworzenie może rywalizować z Panem Jezusem o twoją miłość? Czy nie jest bałwochwalstwem, by pozwolić jakiejkolwiek ludzkiej rzeczy na porównywanie się z Panem Bogiem choćby na chwilę? Ktoś powie: „Ale porzucenie takiego i takiego grzechu oznaczałoby stratę zysków dla mojej firmy, odebrałoby mi możliwość prosperowania i zmniejszyłoby moją użyteczność”. Jeśli by tak było, to twoja sprawa jest przedstawiona przez Jezusa, który zaprasza cię do wyłupania swojego oka, odcięcia sobie dłoni lub stopy i wyrzucenia gorszącej części twojego ciała – jest to bowiem lepsze niż być wrzuconym do piekła. Lepiej żyć mając jedno oko i cierpieć największą biedę niż korzystać z życia i być poza Chrystusem. Lepiej być kalekim wierzącym niż skaczącym grzesznikiem. Lepiej być szeregowcem w armii Chrystusa niż generałem pod dowództwem Szatana. Jeśli zdobędziesz Chrystusa, mało się będzie liczyło dla ciebie co stracisz. Niewątpliwie wielu musiało cierpieć to, co okaleczyło ich w życiu – ale jeśli przez to weszli do życia wiecznego, opłacało im się.

Wszystko sprowadza się do tego, o co zapytał John Bunyan:

CZY ZACHOWASZ SWÓJ GRZECH I PÓJDZIESZ DO PIEKŁA?

CZY TEŻ

OPUŚCISZ SWÓJ GRZECH I PÓJDZIESZ DO NIEBA?

Powinieneś podjąć decyzję zanim skończysz czytać ten rozdział. W imieniu Boga, pytam cię: Czy chcesz posiąść Chrystusa i zbawienie, czy też swój ulubiony grzech i potępienie? Nie ma drogi pośrodku. Czekanie i odmawianie podjęcia decyzji będzie praktycznie decyzją opowiedzenia się za Złym. Szatan stoi i pyta, czy będziesz szczery, czy nie. To pytanie jest bezzasadne, bowiem ten, który nie wie czy chciałby być oczyszczony ze swojego grzechu, udowadnia przez swoje niezdecydowanie, że ma serce nienawidzące Boga. Jeśli boisz się porzucenia wszelkiego zła, nasz Pan Jezus uzdolni cię do tego od razu. Pan Jezus czyni, że kulawy skacze jak jeleń, a obłożnie chory bierze swoje łóżko i idzie. On sprawi, że pokonasz swój zły zwyczaj. On nawet wyrzuci z ciebie demona. Tak, jeśli masz w sobie siedem demonów, On mógłby wyrzucić je od razu. Nie ma ograniczeń dla Jego mocy w oczyszczaniu i uświęcaniu. Teraz, kiedy pragniesz być zdrowy duchowo, wielka przeszkoda została usunięta. Ten, który dał ci to pragnienie, może dać ci moc do tego, byś przyszedł do Niego i wielbił Go. Nie mógłbyś szczerze pragnąć porzucenia wszelkiego grzechu, gdyby On nie skierowałby cię w tę stronę. Jeśli teraz Mu ufasz, to oczywiste, że On już zaczął w tobie dobre dzieło, a jesteśmy pewni, że doprowadzi je do ukończenia.